Na ostatnią niedzielę adwentu przygotowałem rozważanie o zapowiedzi narodzin Jana Chrzciciela, która została opisana w Ewangelii wg św. Łukasza 1,5-25. Wiele razy czytałem tę historię, jak i następujący po niej epizod gdy anioł Gabriel przybył do Nazaretu w Galilei, by zapowiedzieć Marii, młodej, jeszcze nie mieszkającej z mężem dziewczynie, że w sposób nadprzyrodzony pocznie i urodzi Syna, który okaże się Zbawicielem świata. Dwie dobrze znane historie, powtarzane co roku wraz z obchodami świąt Bożego Narodzenia. Czy mogą nas czymś zaskoczyć? A jednak tkwią w nich echa kilku epizodów z odległej przeszłości.
Zachariasz i Elżbieta, których Łukasz przedstawia w pierwszym rozdziale swojej Ewangelii, w wersetach 5-7 są pobożnym małżeństwem z rodu Aarona. Zachariasz należy do zmiany kapłańskiej Abiasza. Łukasz pisze o tym, że obydwoje małżonkowie są już w podeszłym wieku, ale nie mają potomstwa bo, bo Elżbieta jest niepłodna. Anioł, który ukazuje się Zachariaszowi, zapowiada, że jego żona urodzi syna. Wydarzenie to jest echem kilku innych podobnych cudownych narodzin, zapoczątkowanych tym, co spotkało inne małżeństwo w podeszłym wieku, żyjące około 2000 lat wcześniej – Abrahama i Sarę. W całej historii biblijnej Abraham i Sara są pierwsi a Zachariasz i Elżbieta ostatni wśród niepłodnych małżeństw, które, dzięki Bożej ingerencji, zrodziły potomków ważnych w Bożym planie zbawienia. W wersecie 15 anioł zapowiada, że Jan, syn Zachariasza i Elżbiety, nie będzie pił wina ani mocnego napoju, lecz będzie napełniony Duchem Świętym już w łonie matki. Podobnie rzecz miała się z Samsonem i innymi osobami w czasach Starego Przymierza, który od urodzenia, albo od momentu złożenia ślubowania, byli nazirejczykami, czyli ludźmi poświęconymi Bogu. I znów, patrząc na całą historię biblijną spostrzeżemy, że Jan Chrzciciel okaże się ostatnim nazirejczykiem. Jezus, któremu Jan przygotuje drogę do publicznej działalności, o którym też złoży świadectwo, że jest Bożym Synem i Mesjaszem, będzie pił wino i uczestniczył w przyjęciach, a więc żył w inny sposób niż Jan, bo stanie się pośrednikiem Nowego Przymierza.
Obie zapowiedzi cudownych narodzin, Jana i Jezusa, opisane w Ewangelii Łukasza w pierwszym rozdziale, w wersetach 5-56 stanowią też echo pierwszych dwóch rozdziałów Pierwszej Księgi Samuela. W obydwu przypadkach jest stary kapłan i młoda kobieta, która otrzymuje obietnicę, że urodzi szczególne dziecko. Modlitwa Anny z Pierwszej Księgi Samuela 2,1-10 przypomina modlitwę Marii zwaną Magnificat z pierwszego rozdziału Ewangelii Łukasza, wersety 48-55. Oprócz podobieństw są też różnice – Anna z Pierwszej Księgi Samuela jest bezpłodna i modli się o syna. Maria nie myśli o dzieciach, bo nie zamieszkała jeszcze z mężem. Stary kapłan Heli z Pierwszej Księgi Samuela ma dwóch synów Chofniego i Pinchasa, ale nie są oni dla niego źródłem radości. Przeciwnie – kapłan martwi się, bo jego synowie postępują niegodziwie. Natomiast syn Zachariasza, Jan, według słów anioła (werset 14) będzie dla starego kapłana źródłem wielkiej radości. Pójdzie przed Synem Bożym w duchu i mocy Eliasza właśnie po to by zwrócić serca ojców ku dzieciom a nieposłusznych ku rozwadze.
Dwa epizody z początku Ewangelii Łukasza wiążą się zatem z historiami z Księgi Rodzaju, z Księgi Wyjścia, z Księgi Sędziów oraz z Pierwszej Księgi Samuela. Co więcej, choć są ważnym ogniwem w kompozycji Ewangelii Łukasza, stanowią też istotny element w szerszej kompozycji całego Bożego objawienia. Wieńczą to, co biblijna narracja rozpoczyna historią Abrahama i Sary i otwierają nowy etap, spełnienie wszystkich proroczych zapowiedzi w dziele Jezusa. W całym Piśmie Świętym są tysiące takich powiązań. Świadczą one o tym, że choć poszczególne księgi biblijne powstawały w różnych warunkach, były pisane przez różnych ludzi, w różnych epokach, a nawet w różnych krajach, jednak stoi za nimi wieczny Autor, który wiąże te wszystkie spisane w ciągu 1500 lat księgi w jedną całość i nadaje im wspólną, ostateczną, doskonałą kompozycję. Żeby to widzieć, potrzeba przeczytać Pismo Święte w całości. Od 26 lat co roku czytam całą Biblię. Wystarczy dwadzieścia minut dziennie, by przez rok poznać treść całego Bożego objawienia! Dwadzieścia minut dziennie, a poznajemy prawdziwe skarby Bożej mądrości. W tym roku postanowiłem skorzystać z planu wydanego przez Ewangelię w Centrum. Rok się dopiero zaczął, jeszcze można dołączyć do tego wyzwania. Warto poświęcić dwadzieścia minut, może pół godziny każdego dnia by czytać Słowo Boże. Taka lektura może przynieść wiele bardzo wartościowych zmian w naszym życiu.