„Słuch ludzki jest zmysłem upośledzonym, ponieważ jest zupełnie bezbronny. Możemy zamknąć oczy, jeśli nie chcemy widzieć, możemy nie jeść, jeśli nam nie smakuje, możemy nie dotykać, jeśli nas parzy. Natomiast nie pomoże zatykanie uszu, a nawet zalepianie ich woskiem, jeśli nie chcemy słyszeć. Dźwięk dochodzi do nas poprzez czaszkę. Słuch nasz jest bezbronny i pod tym względem jesteśmy niewolnikami otaczającego nas świata” – tak napisał już w 1969 roku Witold Lutosławski w eseju „O ciszy”.
Często mam wrażenie, że te słowa dzisiaj są jeszcze bardziej aktualnie. W świecie, który nigdy nie milknie, cisza stała się dobrem deficytowym. Nawet wieczorem otaczają nas nieustanne dźwięki i informacje, a spokój stał się luksusem, którego coraz bardziej pragniemy, choć rzadko możemy go naprawdę doświadczyć. Brak wyciszenia prowadzi do przebodźcowania, obniża koncentrację, nastrój i poziom energii, a nawet wpływa na nasze zdolności poznawcze.
Hałas powoduje nie tylko irytację – to realne obciążenie dla organizmu. Fale dźwiękowe wprawiają w drgania błonę bębenkową i drobne kosteczki ucha, a potem rozchodzą się w płynie ślimaka w uchu wewnętrznym. Maleńkie włoski w ślimaku przekształcają te wibracje w impulsy elektryczne, które nerw słuchowy przesyła do mózgu. Te sygnały trafiają do ciała migdałowatego – obszaru odpowiedzialnego za emocje i reakcje „walcz lub uciekaj”. W odpowiedzi organizm wydziela hormony stresu, takie jak adrenalina i kortyzol, które wpływają na skład krwi i nasze samopoczucie. Hałas to więc coś więcej niż tylko dźwięk w tle – to bodziec, który oddziałuje na ciało i umysł, po prostu męczy. I nasz słuch pozostaje tak bezbronny, jak to zauważył Lutosławski.
W tym kontekście cisza przestaje być tylko brakiem dźwięku. Staje się potrzebą, która chroni naszą równowagę psychiczną i fizyczną. Warto jej szukać – choćby w krótkich chwilach wyciszenia w ciągu dnia – bo to jedyny sposób, by nasz bezbronny zmysł słuchu mógł naprawdę odpocząć. Co więcej, cisza pełni w życiu człowieka wiele ważnych funkcji. Ma znaczenie terapeutyczne i edukacyjne – sprzyja koncentracji, refleksji i rozwojowi, pobudza wyobraźnię, fantazję i aktywność twórczą. Pomaga lepiej rozumieć siebie i świat, dostrzegać sens życia i działania ludzkiego oraz panować nad emocjami. Dzięki niej myśli wreszcie się porządkują, a napięcie trochę puszcza.
Oczywiście cisza pełni też głębszą, duchową funkcję. W tradycji biblijnej milczenie i wycofanie się z hałasu świata pozwala człowiekowi skupić się na Bogu, wsłuchać w Jego głos i rozważać sens swojego życia. To w ciszy odnajdujemy przestrzeń do modlitwy, refleksji i duchowego wzrostu. Pozwala ona otworzyć serce, uważniej dostrzegać Bożą obecność i prowadzenie w codzienności.
Myśląc o ciszy, wracam często do książki „Nie jesteś sam. Słowa Obecności”. Towarzyszy mi ona jako zaproszenie do zatrzymania się właśnie w ciszy i chwili refleksji. Została wydana przez wydawnictwo RBJ Rabka-Zdrój. Jakbym ją opisał? Na pewno to nie jest komentarz biblijny ani jakiś systematyczny wykład teologii. Bardziej to takie subtelne, poetycko-mistyczne rozważania nad Słowem Bożym, które prowadzą czytelnika ku przestrzeni zatrzymania, refleksji i duchowego wyciszenia.
„Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus” (Efezjan 5,14).
To nie ty pierwszy szukasz Boga.
To On pierwszy wypowiada twoje imię.
Zanim zacząłeś się zastanawiać.
Zanim poczułeś, że czegoś ci brakuje.
Zanim cokolwiek zrobiłeś — On już był blisko.
Woła cię — nie zawsze słowami.
Czasem przez pustkę,
która boli bardziej niż ból fizyczny.
Czasem przez zmęczenie,
które nie mija nawet po odpoczynku.
Czasem przez ciszę,
która wydaje się nie do zniesienia.
Czasem przez pytanie,
które nie daje spokoju:
„Czy to wszystko?”
(…)
Można by napisać, że autor wpisuje się w nurt chrześcijańskiej duchowości kontemplacyjnej, gdzie inspiracją jest Słowo Boże. Całość jest zainspirowana doświadczeniem proroka Eliasza, który usłyszał Boga w „ciszy łagodnego powiewu”. Jest zachętą do tego, że współczesny człowiek również może spotkać Boga w takim chwilowym zatrzymaniu się i wyciszeniu. Potrzeba tylko chcieć i znaleźć sobie odpowiednie miejsce w codziennym pędzie życia.
Książka jest oczywiście skierowana do osób poszukujących duchowej głębi, ciszy i autentycznego doświadczenia obecności Boga. Może też dotykać serca i umysłu tych, którzy zmęczeni życiem – pragną zastanowić się nad jego sensem. To nie wysublimowana teologia, ale słowa, które dotykają samej głębi serca i pozwalają odkryć sens istnienia. To też nie intelektualna analiza ani naukowe dowodzenie prawd wiary, lecz subtelne towarzyszenie na drodze rozważanego Słowa ku duchowej głębi i ku prawdziwemu Spotkaniu.
„Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Łukasza 5,31-32).
W ciszy możesz usłyszeć coś,
co świat uporczywie zagłusza:
że nie musisz być naprawiony,
żeby być kochanym.
Nie musisz być silny,
żeby być przyjętym.
Nie musisz być uporządkowany,
żeby być odnalezionym.
Jezus nie czeka na twoje zwycięstwo.
On często przychodzi w porażce.
Nie zatrzymuje się u drzwi twojej perfekcji.
Wchodzi przez rozbite okna twojej kruchości.
(…)
W naszym świecie tak pełnym pośpiechu, zgiełku i wszechobecnego cyfrowego hałasu, książka Eliasza Ciszy staje się przewodnikiem, który uczy sztuki słuchania i ostatecznie bycia z Nim. Przypomina, że zwykle najgłębsze odkrycia dokonują się nie w zgiełku świata i zgiełku konferencji chrześcijańskich, lecz w ciszy – w zatrzymaniu, które pozwala doświadczyć obecności Boga i prawdziwej duchowej bliskości z Nim. I takiego właśnie doświadczenia życzę czytelnikom: „A oto Pan przechodził, a wicher potężny i silny, wstrząsający górami i kruszący skały szedł przed Panem; lecz w tym wichrze nie było Pana. A po wichrze było trzęsienie ziemi, lecz w tym trzęsieniu ziemi nie było Pana. Po trzęsieniu ziemi był ogień, lecz w tym ogniu nie było Pana. A po ogniu cichy łagodny powiew. Gdy go Eliasz usłyszał, zakrył płaszczem swoją twarz…”.
Pastor Robert Boryczka
Zobacz więcej info. o książce: http://robertboryczka.pl/Eliasz-Ciszy.html