Co Nietzsche miał na myśli, gdy oświadczył, że Bóg nie żyje? Czy to, że Boga nie ma, czy to, że ludzie Go już dłużej nie potrzebują? W każdym bądź razie, ostatnio dla wielu Bóg stał się abstrakcyjną ideą, którą ludzie odrzucają. Przez wieki to właśnie powołując się na Boga ludzie mogli stwierdzić to, co jest słuszne, dobre i piękne. Dzisiaj to się szybko zmienia, szczególnie na tak zwanym Zachodzie. Źródłem decydującym o życiu, o sposobie życia, o tym, co słuszne, dobre i piękne stają się jakieś wewnętrzne odczucia, emocje poszczególnych ludzi.
Prawdopodobnie z takiego sposobu myślenia wynika tak często zadawane dzisiaj pytanie, gdy rozmawiam z kimś o Jezusie Chrystusie: Co z tymi, co nie słyszeli? A gdy się chwilę zastanowić, to można się domyślić, że stają za tym pytaniem wątpliwości typu: Czy naprawdę wszyscy ludzie muszą uwierzyć w Jezusa Chrystusa, aby być zbawionymi? Czy wyznawcy różnych religii nie mają szansy na zbawienie? Czy „dobry człowiek” nie będzie zbawiony? Czy Pan Bóg jest sprawiedliwy jeśli jednym daje szansę a innym nie? W dzisiejszym pluralistycznym świecie, trudno jest ludziom przyjąć, że nie ma innej drogi do Boga niż tylko Jezus Chrystus. Współczesny pluralizm uważa, że istnieją różne drogi do Boga, różne religie i filozofie są równie wartościowe i dobre. To coś więcej niż zwykła tolerancja, to zgoda na nawet sprzeczną ze sobą różnorodność. Ludzie mówią: „Ja tak to czuję i postrzegam, a ty inaczej – i niech każdy zostanie przy swoim…”; „Ja mam swoją drogę (wiarę) i to mi pomaga, a ty masz swoją i tobie to pomaga. I to jest ok!”; „Przede wszystkim – postępuj zgodnie z tym, co czujesz!”
Warto w tym momencie przywołać jedną z zasad teorii manipulacji społecznej według Noama Chomskiego. Mówi ona: „Skupiaj się na emocjach a nie na racjonalności”. Wykorzystywanie emocji, to klasyczna technika mająca na celu odstawienie na bok racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku. A użycie języka odpowiednio nacechowanego emocjonalnie daje możliwość podświadomego zaszczepienia idei, pragnień, lęków, niepokojów, impulsów, a przez to wywołanie określonych zachowań czy postaw. Prawdopodobnie dlatego prorocy współczesnego ateizmu w rodzaju Juwala Noacha Harari tak bardzo podkreślają najważniejszą i kierowniczą rolę emocji w życiu cytując za Rousseau: „Nie wyciągam tych reguł z żadnej mądrej filozofii, lecz znajduję je niezatartymi zgłoskami wyryte przez naturę w moim sercu. Pozostaje mi tylko zastanowić się, co chcę czynić. To, co odczuwam jako dobro, jest dobrem, a co odczuwam jako zło, jest złem”. Diabelskie zwiedzenie znane od upadku pierwszych ludzi…
Dlatego nie ulegając manipulacji spójrzmy na rzeczywistość i prawdę. Tą rzeczywistością i prawdą jest przede wszystkim Jezus Chrystus: „rzeczywistość należy do Chrystusa” (Kolosan 2,17) i „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (Jana 14,6). Gdy poznajemy Jego dzieje czytając księgi Nowego Testamentu, szczególnie cztery Ewangelie – zauważamy, że jest to przekaz naocznych świadków życia, nauki, cudów, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia Jezusa Mesjasza. Widzimy, że On nie tylko utrzymywał, że zna Boga, ale twierdził, że sam jest Bogiem. W żadnej filozofii czy religii nie pojawiała się postać, która twierdziłaby coś podobnego. Głosił również, że może wybaczać grzechy, co było równie zachwycające, jak głęboko szokujące dla współczesnych. Był pokorny i kochający, wypowiadał niezwykłe słowa prawdy. Został ukrzyżowany przez tych, którzy czuli przed nim lęk. Obiecał zmartwychwstać i zabrać do Ojca tych, którzy mu zaufają. I zmartwychwstał…
Prawdopodobnie niektórzy z nas znają takie kategoryczne stwierdzenia o Jezusie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” – Jezus Chrystus o sobie (Jana 14,6); „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” – Piotr apostoł o Jezusie (Dzieje 4,12); „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie” – Paweł apostoł (1 Tymoteusza 2,5-6). Stwierdzenia te wykluczają jakikolwiek inny sposób osiągnięcia zbawienia, wspólnoty z Bogiem, poza sposobem w/przez Jezusa Chrystusa. Jezus, apostołowie i chrześcijaństwo nie widzą zatem innej możliwości zbawienia istniejącej poza Jezusem Chrystusem…
A przy tym chrześcijaństwo mówi jeszcze, że absolutnie nie jest prawdą, aby ktokolwiek był pozbawiony możliwości zaufania i pójścia drogą za Jezusem Chrystusem. Tak jak czytamy: „Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tymoteusza 2,3). Jak to możliwe?
Otóż jak pisze Paweł: „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce” (Rzymian 1,19-21). Znowu, rzeczywistość jest taka, że każdy człowiek obserwując ten świat musi zauważyć, że to Boże dzieło. Musi zauważyć, że bóstwo Boga i Jego potęga są tak realne, że nikt nie może wymówić się od winy… Problem człowieka zawiera się więc w tym, że nie oddaje Mu czci i dziękczynienia pomimo oczywistości Jego istnienia. Nie jest problemem potrzeba „dowiedzenia” tego, że Pan Bóg istnieje. Tak to widzieli autorzy biblijni i taka jest rzeczywistość. Prawda jest zatem taka, że ludzie odrzucają Boga i Jego panowanie, a nie, że nie mają możliwości poznać Go. A to odrzucenie Boga ma realne poważne konsekwencje, którymi są bałwochwalstwo i zboczenia: „ …zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi” (Rzymian 1,23-28).
Poznając zaś Boga przez „Jego dzieła”, Pan Bóg otwiera człowiekowi możliwość poznania drogi do osobistej relacji z Nim, drogi, którą jest Jezus Chrystus. Słowo Boże też zapewnia, że ci, którzy pragną Boga, usłyszą Ewangelię: „Pytam więc: czy może nie słyszeli? Ależ tak: Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż na krańce świata ich słowa” (Rzymian 10,18). Podam dwa przykłady.
Pierwszym znanym przykładem jak to może się stać – jest Korneliusz. Korneliusz był rzymskim setnikiem zamieszkałym w Cezarei, oficerem kohorty Italskiej. Mimo nieizraelskiego pochodzenia był „pobożny i bojący się Boga”. Historia jego jest opisana w dziesiątym rozdziale Dziejów Apostolskich. Pan Bóg zaaranżował całą sekwencję zdarzeń, sytuacji, aby Korneliusz i jego dom usłyszeli przesłanie o Jezusie Chrystusie. Zarazem wręcz przymusił Piotra apostoła do pójścia do Korneliusza i zwiastowania mu o Chrystusie. Bóg dał Piotrowi widzenie i miał z nim rozmowę… Piotr musiał przyznać w końcu: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie” (Dzieje 10,34-35). A Korneliusz z całym domem uwierzył i przyjął chrzest.
Drugim nowotestamentowym znanym przykładem jest eunuch z Etiopii. Jego historia jest opisana w ósmym rozdziale Dziejów. Był to dworzanin królowej Kandaki władczyni Etiopii. Urzędnik ten zarządzał skarbcem królewskim; był więc bardzo wysoko postawiony, wpływowy i bogaty. Był też bardzo pobożny. Wracał z Jerozolimy, gdzie złożył ofiary Bogu, ponadto w drodze powrotnej czytał księgę proroka Izajasza. Znowu w niezwykły sposób Filip ewangelista otrzymał polecenie anioła, by udać się w okolice Gazy: „Wstań i idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta” (Dzieje 8,26). Filip był posłuszny i na tej drodze spotkał Etiopczyka, któremu opowiedział Ewangelię o Chrystusie. Jeden i drugi „poganin” według Żydów, spotkali się z Bogiem i usłyszeli zbawczą wieść o Jezusie Chrystusie i odpowiedzieli wiarą[i].
A mnóstwo Żydów, którzy nawet naocznie widzieli Jezusa, słyszeli nauczanie i widzieli cuda – nie uwierzyło, chociaż teoretycznie mieli większą możliwość uwierzyć. Tak dzieje się i współcześnie. Oto w Iranie czy nawet Korei Północnej jest procentowo o wiele więcej ewangelicznych[ii] chrześcijan niż… w Polsce. W Polsce, gdzie mamy swobodny dostęp do Pisma świętego, do Ewangelii i nikt nas nie prześladuje. Czyż to nie ogromna tragedia?
Przy tym wiemy, że Bóg jest Miłością, i nie stosuje przemocy wobec swoich stworzeń. On uczynił wszystko dla naszego zbawienia. Objawił się w stworzeniu, w swoim Słowie i ostatecznie w Jezusie Chrystusie – swoim Synu. I nawet wydał swojego Syna za nasze grzechy. Jednak nie będzie „gwałcił” naszej wolności, bo to byłoby „zaparciem się siebie”. Nie zmusi nas do wiary w Niego i zaufania Chrystusowi. Nie zmusi nas do bycia z Nim, jeśli my nie chcemy, jeśli nas nie interesuje bycie z Nim – On nas nie będzie zmuszał. On pragnie naszego zbawienia, ale nie na siłę – nie wbrew nam. On nie chce niewolników, ale pragnie dzieci – które Go kochają w wolności.
I tak ciągle aktualne jest wezwanie: „Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. Ale jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia” (Rzymian 10,8-10).
Zakończę słowami ostrzeżenia pochodzącymi też od Pawła: „Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś (…) Oto przez swoją zatwardziałość i serce nieskłonne do nawrócenia skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga” (Rzymian 2,1-5). Jest jeszcze czas – przyjdź do Jezusa Chrystusa…
Robert Boryczka
[i] A wiele innych przykładów troski Boga o tych, którzy pragą Mu oddawać cześć i poznać drogę zbawienia, z historii misji Kościoła, zawiera książka Dona Richardsona „Wieczność w ich sercach”.
[ii] Ewangeliczny chrześcijanin – to taki, który posiada osobistą relację z Jezusem Chrystusem osiąganą poprzez świadome nawrócenie (nowe narodzenie) oraz uznaje ostateczny autorytet Pisma Świętego w sprawach wiary i życia. Zbawienie jest zatem aktem niezasłużonej łaski Bożej, otrzymanym przez wiarę w Chrystusa, a nie przez jakąkolwiek pokutę lub dobre uczynki; dzięki łasce Bożej i zastępczej śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu grzechy wierzącego człowieka są odpuszczone, w duchowy sposób Pan Bóg przez swego Ducha rodzi go na nowo, zostaje usprawiedliwiony, przyjęty do rodziny Bożej, włączony do Kościoła.