Wcale nierzadko w rozmowach, ale też osobiście, jako pastor staję przed pytaniem: czym w swojej istocie jest chrześcijaństwo? Religią? Więzią? Doświadczeniem? A może czymś jeszcze innym?
Ostatnio z tym pytaniem mierzyłem się na spotkaniu, które zorganizowano w Rabce-Zdroju pod tytułem: „Poetyczna duchowa podróż z Robertem Boryczką”. Na tym spotkaniu omawiałem książkę Elasza Ciszy: „Nie jesteś sam: Słowa Obecności”. Zrobiłem to porównując jej treść z treścią mojej książki: „Chrześcijaństwo to nie religia”. Moja mówi wprost: chrześcijaństwo to nie religia, lecz żywa więź z Bogiem przez Jezusa Chrystusa. Eliasza Ciszy zaś jakby szeptem przypomina: nie jesteś sam – Bóg jest obecny tu i teraz, jeśli tylko potrafisz się zatrzymać.
Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć: wybierz jedną z tych dróg. Albo decyzja i konkret, albo cisza i doświadczenie. Ale w rzeczywistości i jestem o tym przekonany, że taki wybór byłby błędem. Bo te dwa podejścia nie są konkurencją. Są niczym dwa płuca – dopiero razem pozwalają oddychać pełnią.
Pierwsze podejście jest mi przez cały czas bardzo bliskie jako duszpasterzowi. Widzę bowiem, jak wielu ludzi żyje „obok” wiary – znają czasami nawet właściwe słowa, modlą się, uczestniczą w nabożeństwach, a nawet czytają Biblię, ale nigdy nie podjęli osobistej decyzji pójścia za Chrystusem. Nigdy nie powiedzieli świadomie i wprost: „Boże, chcę Ci zaufać”. A bez tego momentu wiara zwykle pozostaje tylko jakąś ideą – religią. Chrześcijaństwo bez decyzji staje się rozmyte. Bez konkretu łatwo zamienia się w coś, co „kiedyś może” albo „w sumie wierzę, ale…”. Tymczasem osobowa więź zawsze zaczyna się od kroku w czyjąś stronę. Ta decyzja sama w sobie jest już odpowiedzią na wcześniejsze poruszenie serca przez Boga – który pierwszy wychodzi ku człowiekowi.
Z drugiej strony widzę ludzi, którzy „wybrali”, „uwierzyli”, „nawrócili się”, a mimo to ich wiara z czasem wyschła. Dlaczego? Bo zabrakło właśnie drugiego elementu: Obecności. Nie nauczyli się zatrzymywać. Nie nauczyli się być w codziennym życiu z Bogiem. Nie doświadczyli więzi z Kimś, kto jest obecny także w ciszy, w codzienności, w tym, co zwyczajne i pozornie małe. Chodzi o doświadczenie obecności Boga w codziennym życiu – może nazwalibyśmy to teologicznie „chodzeniem w Duchu”. Chodzi o to, że więź z Bogiem powinna się rozpocząć i rozwijać. Nie chodzi jedynie o brak jakiegoś doświadczenia emocjonalnego, ale o brak świadomego trwania w tej więzi, którą podtrzymuje Duch Święty, nawet gdy nie jest ona odczuwalna.
Można powiedzieć, że w chrześcijaństwie chodzi o pewnego rodzaju spotkanie. Bo chrześcijaństwo to spotkanie i droga z Nim. Najpierw takie, które całkowicie zmienia kierunek życia. A potem takie, które dzieje się każdego dnia – czasem w ciszy, czasem w Słowie, w modlitwie, we wspólnocie, czasem w zwykłej obecności – w różnych sytuacjach naszego życia.
Oczywiście książka Eliasza Ciszy zdecydowanie nie jest „komentarzem biblijnym ani systematycznym wykładem teologii. To raczej rozważania nad Słowem Bożym w ciszy obecności ich Autora. Tekst podkreśla doświadczenie bliskości i obecności Boga dzięki zatrzymaniu się, poprzez ciszę i refleksję – a nie intelektualną analizę czy naukowe dowodzenie prawd wiary”. Autor jednak wyraźnie wprowadza czytelnika w klimat wyciszenia i spotkania z Bogiem na wzór proroka Eliasza.
Rozważmy kilka myśli prowadzących do spotkania i opisujących to spotkanie z książki „Nie jesteś sam: Słowa Obecności”. Na początku książki czytamy:
„Tęsknota to dzwon Boga w twoim wnętrzu.
Dźwięk, który budzi serce”.
W chrześcijaństwie od początku panuje przekonanie, że człowiek nosi w sobie pragnienie Boga. Wewnętrzny niepokój lub tęsknota to znak, „że istnieje coś, co nas przekracza”. Augustyn z Hippony w swoich „Wyznaniach” napisał: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. Pascalowi zaś przypisuje się myśl: „Jest w sercu człowieka próżnia w kształcie Boga, której nie może wypełnić nic stworzony, lecz tylko Bóg”. Za ludzkim niepokojem i niemożnością zaspokojenia rzeczami tego świata stoi tęsknota za nieskończonością i wiecznością. Za ludzkim doświadczeniem wewnętrznej pustki i niespełnienia, ukrywa się w rzeczywistości tęsknota za Bogiem.
A dzwon – to wezwanie do refleksji, przebudzenia, przypomnienie o czymś naprawdę istotnym. To wezwanie do spotkania…
Potem możemy przeczytać o warunku tego spotkania.
„Cisza…
Rozlewa się po duszy jak oliwa na wzburzone morze”.
Czujemy – na wzór starożytnych (choćby Pliniusza Starszego), że cienka warstwa oleju wylana na wodę „wygładza” drobne fale, ogranicza powstawanie piany i rozpryskiwania. Rozumiemy, że jest to metafora ukojenia, wyciszenia chaosu czy emocji. To jest wstęp do tego, co później ma się wydarzyć:
I wtedy przychodzi Słowo.
Słowo to Jezus Chrystus – jak pisze Jan w prologu swojej Ewangelii. Jak przychodzi?
„Jezus nie zaprasza cię do religijnego wysiłku,
ale do łagodnego oparcia się na Nim”.
A te słowa wynikają z rozważenia słów Jezusa:
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mateusza 11,28-30).
Nie chodzi o religię i zarobienie sobie – zasługę. Nie chodzi o skupienie na obowiązkach, zasadach, a nawet kontrolowaniu siebie. Aby nie było poczucia ciężaru „ciągle za mało, ciągle nie wystarczam, ciągle zawodzę”. Chodzi o „łagodne oparcie się na Nim”, bo On to nie tylko zaproszenie, ale objawienie samego Boga, który w Chrystusie bierze na siebie ciężar człowieka. Zamiast więc polegać na sobie – zaufaj. Zamiast ciągłego napięcia – oddaj ciężar. Zamiast zasługiwania – przyjmij łaskę i żyj łaską.
Niech te słowa będą też dla Ciebie zachętą do przyjęcia zaproszenia i spotkania z Nim – Drogi Czytelniku!
Pastor Robert Boryczka
Zobacz więcej info. o książce: http://robertboryczka.pl/Eliasz-Ciszy.html