Pierwsze pokolenia kobiet walczyły o podstawowe prawa: o możliwość edukacji, o podmiotowość prawną, o udział w życiu publicznym. Była to walka o godność, którą Bóg w Biblii od początku przypisuje zarówno kobiecie, jak i mężczyźnie jako istotom stworzonym na obraz Boga. Jednak z biegiem czasu postulaty te zaczęły rozszerzać się daleko poza obszar równości wobec prawa. Pojawiły się żądania redefinicji małżeństwa, płci, rodziny, a nawet samego początku ludzkiego życia.
Dlatego w artykule staram się odpowiedzieć na pytanie: Co się stało z feminizmem? Czy współczesny feminizm broni godności kobiety, czy też stał się narzędziem rewolucji kulturowej, kwestionującej Boży porządek, a nawet niszczącej istotę kobiecości? W niniejszym tekście próbuję prześledzić drogę feminizmu – od walki o prawa obywatelskie po współczesne nurty ideologiczne – oraz spojrzeć na tę ewolucję w świetle biblijnego objawienia.
Feminizm pierwszej fali (XIX w.) był związany z walką o podstawowe prawa obywatelskie kobiet w epoce liberalnych rewolucji i industrializacji. Za jedną z jego prekursorek uznaje się Mary Wollstonecraft, autorkę „Wołania o prawa kobiety” (1792). Warto dodać, że Wollstonecraft sprzeciwiała się aborcji jako metodzie kontroli urodzin. W Stanach Zjednoczonych istotną postacią tego nurtu była Susan B. Anthony. W latach 50. i 60. XIX wieku angażowała się w kampanię przeciwko niewolnictwu oraz działała na rzecz trzeźwości i uznania praw kobiet. W Wielkiej Brytanii symbolem ruchu sufrażystek stała się Emmeline Pankhurst. Ciekawostką może być, że już jej rodzice byli zaangażowani w walkę z niewolnictwem oraz działali na rzecz praw kobiet. Główne postulaty tego nurtu to: prawo wyborcze dla kobiet; prawo do edukacji; prawo do własności i dziedziczenia; podmiotowość prawna kobiet.
Feminizm drugiej fali (lata 60.–80. XX w.) – w USA i Europie rozszerzył swoje cele na „prawo do kontroli nad własnym ciałem”, czyli o dostęp do antykoncepcji i aborcji. Jedną z kluczowych postaci była Simone de Beauvoir, autorka „Drugiej płci”, oraz Betty Friedan, autorka „Mistyki kobiecości”. W praktyce oznaczało to dążenie do prawnej dopuszczalności aborcji. Z perspektywy chrześcijańskiej, która uznaje ludzkie życie za nienaruszalne od momentu poczęcia, jest to moralnie równoznaczne z odebraniem życia niewinnej osobie. Ukryto to, pod łacińskim słowem „aborcja” – co dosłownie można przetłumaczyć „odstąpić od rodzenia”. Pojawiła się przewrotna argumentacja, że „kobieta powinna mieć prawo decydowania o swoim ciele, bo ciąża wpływa na jej zdrowie, życie, karierę, edukację i wolność osobistą”. Na tym etapie część feministek (w tym początkowo Betty Friedan) obawiała się, że silne powiązanie z ruchem lesbijskim zaszkodzi wizerunkowi feminizmu. Przy tym niektóre kobiety czuły się wykluczone z głównego nurtu feminizmu, m.in. feministki radykalne, czarnoskóre i właśnie lesbijki. Z czasem sytuacja zaczęła ulegać zmianie i różne te ruchy zaczęły z sobą współdziałać. Poza tym już wtedy feministki zauważyły, że patriarchalne normy społeczne szkodzą kobietom. Dlaczego? Ponieważ w tym czasie kobiety miały ograniczony wpływ na prawo, edukację, rynek pracy czy własne życie rodzinne.
Kompromis aborcyjny – określany niekiedy jako „złoty środek” między całkowitym zakazem a pełną liberalizacją prawa aborcyjnego – bywa przedstawiany jako rozwiązanie wyważone. Jednak to często używane pojęcie ma charakter przede wszystkim retoryczny. Zaciera bowiem brak jednoznacznej odpowiedzi na fundamentalne pytania, takie jak: gdzie przebiega granica między „istniejącą osobą” a „potencjalną osobą”?
Ponadto pojęcie kompromisu przesuwa debatę z poziomu ontologii na poziom polityki. Zamiast rozstrzygać, czym jest osoba w sensie filozoficznym, ustala się praktyczne reguły – na przykład dopuszczalność aborcji do określonego tygodnia ciąży. W tym ujęciu „kompromis” staje się narzędziem politycznej i społecznej legitymizacji decyzji, a nie faktycznym rozwiązaniem sporu moralnego.
Określenie to tworzy także pozór neutralności, sugerując, że każda ze stron uzyskała częściowe spełnienie swoich postulatów. W rzeczywistości jest to wybór legislacyjny oparty na aktualnych wartościach społecznych, a nie na jednoznacznym rozstrzygnięciu moralnym dotyczącym relacji między życiem nienarodzonego dziecka a życiem kobiety – przy czym w praktyce kwestia ta bywa często rozpatrywana w kategoriach dobrobytu kobiety.
Trzecia fala feminizmu (lata 90.–2000) charakteryzowała się silnym wpływem teorii postmodernistycznych i queer. Ważną inspiracją była Judith Butler, autorka koncepcji performatywności płci. Butler twierdziła, że: płeć nie jest stałą, wewnętrzną „istotą”; nie wynika wyłącznie z biologii; powstaje poprzez powtarzanie społecznie utrwalonych gestów, ról i norm. Innymi słowy – nie rodzimy się „kobiecy” albo „męscy” w sensie społecznym, ale uczymy się odgrywać te role zgodnie z oczekiwaniami kultury. Trzecia fala w oczywisty sposób najpierw rozwadniała a później niszczyła dotychczasowe pojmowanie płci, i co za tym idzie niszczyła istniejący model rodziny i porządku społecznego. Ponieważ płeć jest konstruktem społecznym, to małżeństwo przestaje być naturalnym związkiem kobiety i mężczyzny, a staje się dowolną relacją emocjonalną między dowolnymi osobami. Trzecia fala silnie akcentuje: samorealizację, autonomię, „prawo do bycia sobą”. W efekcie mamy: wzrost niestabilności relacji, rozwody stają się normą – a małżeństwo nie jest niczym trwałym, oczywiście następuje też osłabienie modelu rodziny wielopokoleniowej. A czerpiąc z postmodernizmu, ta fala feminizmu podważa istnienie obiektywnych norm zakorzenionych w Objawieniu i naturze. Jeśli normy są tylko konstruktem społecznym, to mogą być dowolnie przekształcane, a to prosta droga do destabilizacji ładu normatywnego w społeczeństwie.
Analogia mechanizmu radykalizacji. Można tutaj przytoczyć podobieństwo między feminizmem a komunizmem. Polega ono na ukazaniu mechanizmu radykalizacji: początkowy postulat równości przekształca się w projekt przebudowy całej struktury społecznej.
Początkowo ideologia Karola Marksa i Fryderyka Engelsa zakładała przede wszystkim równość ekonomiczną, zniesienie wyzysku pracowników, likwidację prywatnej własności środków produkcji, przejście do społeczeństwa bezklasowego. Było to bardzo szlachetne i wydawało się bardzo sprawiedliwe. W praktyce jednak państwa komunistyczne zazwyczaj szły w kierunku autorytaryzmu, represji i kontroli życia prywatnego – czyli „dobro” jednostek było podporządkowane idei państwowej.
Cel początkowy feminizmu to równouprawnienie kobiet w polityce, edukacji i pracy, walka z ograniczającymi normami społecznymi, co jest zgodne z rozumieniem godności osoby. Jednak współczesny feminizm rozszerzył swoje cele o prawa reprodukcyjne i prawa osób LGBT – czyli o tak zwaną ochronę autonomii i wolności osobistej. W praktyce feminizm w miarę zdobywania coraz większych wpływów staje się coraz bardziej opresyjny. I tak na przykład mechanizmy finansowe i procedury prawne UE (gdzie ideologia ta ma demokratyczną większość) stają się narzędziami nacisku i ostatecznie przymusu wobec państw członkowskich do wprowadzenia konkretnych praw np. prawa do „małżeństw jednopłciowych”.
Współczesne nurty feminizmu (od ok. 2010 roku) w większości (tej widocznej i hałaśliwej) silnie opierają się na koncepcji intersekcjonalności, rozwiniętej m.in. przez Kimberlé Crenshaw. Zakłada ona, że doświadczenia kobiet różnią się w zależności od takich czynników jak: rasa i pochodzenie etniczne, klasa społeczna, orientacja seksualna, tożsamość płciowa, niepełnosprawność, wyznawana religia. Według tego poglądu nierówności nakładają się na siebie i nie można analizować ich w oderwaniu od innych form dyskryminacji. Już w środowiskach feministycznych drugiej i trzeciej fali zaczęto argumentować, że tradycyjne role płciowe nie tylko ograniczają kobiety, lecz także marginalizują osoby, które nie wpisują się w heteronormatyczny model społeczeństwa. Zaczęła się walka z patriarchatem, czyli wg tego rozumienia, systemem opresyjnym wobec obu grup. Dlatego też organizacje feministyczne z trzeciej fali feminizmu zaczęły współpracować z organizacjami LGBT, a wspólne cele dawały większą siłę polityczną i społeczną. Dlatego też współczesny feminizm zwykle wspiera prawa osób transpłciowych, niebinarnych i queer. Czyli podkreśla, że feminizm powinien brać pod opiekę wszystkie osoby doświadczające dyskryminacji ze względu na płeć. Nawiasem mówiąc, to wszystko zaszło o wiele dalej od tego, o co walczyły feministki na początku.
Spojrzenie Biblijne. Współczesny feminizm w wielu swoich przejawach w wyraźny sposób sprzeciwia się Bożemu porządkowi. Nauczanie Słowa Bożego wyraźnie mówi, że człowiek jest stworzony jako mężczyzna i kobieta (Rdz 1–2). Różnica płci ma charakter ontologiczny (płeć należy do samej struktury osoby ludzkiej) i komplementarny (mężczyzna i kobieta są równi w godności, ale różni w sposób, który pozwala im się wzajemnie dopełniać). Płeć to element Bożego zamysłu. Feminizm współczesny przeciwnie mówi o społecznym charakterze ról płciowych, sugeruje możliwość redefinicji tożsamości płciowej, oraz oddziela płeć biologiczną od kulturowej. Chrześcijaństwo wyraźnie mówi, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Jest instytucją ustanowioną przez Boga i jest otwarte na przekazywanie życia. Feminizm często wspiera związki jednopłciowe, podkreśla równość ról w rodzinie, kwestionuje Boży podział ról. Chrześcijaństwo wyraźnie ogłasza, że aborcja (mordowanie nienarodzonych dzieci) jest moralnie niedopuszczalna. Feminizm (zwłaszcza liberalny) podkreśla prawo kobiety do decydowania o życiu lub śmierci dziecka, traktuje możliwość prawnego zabicia dziecka nienarodzonego jako element równości.
Dziś również w kościołach ewangelicznych, stajemy przed wyborem: czy będziemy wierni Bogu i Jego porządkowi w płci, małżeństwie i życiu, czy ulegniemy ideologiom, które podważają fundamenty Jego Objawienia? To kwestia wyboru wierności Bogu. To ma konsekwencje dla nas, wpływa na nasze życie i na przyszłe pokolenia.
Widzicie, ja kładę dziś przed wami błogosławieństwo i przekleństwo. Błogosławieństwo, jeśli usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, które ja wam dzisiaj daję – przekleństwo, jeśli nie usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, jeśli odstąpicie od drogi, którą ja wam dzisiaj wskazuję, a pójdziecie za bogami obcymi, których nie znacie. (Pwt 11,26-28)
Pastor Robert Boryczka