Okres świąt Bożego Narodzenia skłania do zastanowienia się nad tym, kim jest człowiek. Psalmista pełny zadziwienia i zachwytu nad potęgą Boga widoczną w stworzeniu napisał: „czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” (Ps 8,5). Tak samo i ja w zadziwieniu pytam: Kim jest człowiek Boże, że posłałeś swego Syna do nas ludzi na ten świat?
Ludzie wierzący i ateiści zadają sobie od wieków to pytanie: kim jest człowiek?
Ateiści, szukając początku istnienia człowieka, nie znajdują odpowiedzi. Neuropsycholog Nicholas Humphrey, który jest znany ze swoich badań nad ewolucją ludzkiej inteligencji i świadomości, bezradnie rozkłada ręce: „Ludzka świadomość to prestidigitatorska sztuczka zaprojektowana przez naturę po to, by omamić nas wrażeniem, że obcujemy z wielką niewyjaśnioną tajemnicą – czyli z nią samą”. A współcześni materialistyczni filozofowie i naukowcy uważają, że jesteśmy tylko zwierzętami – organizmami. Te organizmy zaś są algorytmami. Poza tym nie jesteśmy niepodzielnymi jednostkami, ale zbiorem wielu różnych algorytmów, które są pozbawione jednej jaźni. A co więcej, te algorytmy są zniewolone przez geny i czynniki środowiskowe; dlatego decyzje i wybory podejmujemy w sposób deterministyczny ewentualnie przypadkowy. Nie mamy wolności wyboru.
To właśnie z teorii ewolucji wynika, że nie jesteśmy niepodzielnymi bytami. Zgodnie z tą teorią wszelkie istoty biologiczne, zaczynając od ludzi, zwierząt po jednokomórkowce i cząstki DNA – składają się z mniejszych i prostszych części, które bezustannie się ze sobą łączą i od siebie oddzielają. Ludzie wyewoluowali stopniowo, na skutek tych ciągłych połączeń i podziałów. Nie jest więc możliwe istnienie jakiegoś „ja”, którego nie da się podzielić ani zmienić – bo to nie mogłoby zaistnieć na zasadzie doboru naturalnego.
Jednak moje doświadczenie jest inne. Odczuwam ciągle moje „ja”. I chociaż moje ciało i umysł doznają ciągłego procesu przemiany, ulegają też procesom wzrostu i starzenia się, chociaż moja osobowość i pragnienia w ciągu lat ulegają zmianie, to jednak ciągle pozostaję tą samą niepodzielną osobą. Istnieje coś, co sprawia, że ciągle jestem „ja”. Wiele rzeczy, które istnieją w mojej świadomości ulega zmianie. Przeżywam rozwój fizyczny i psychiczny, nabywam doświadczeń i wiedzy, a jednak pozostaję sobą. Wraz z wiekiem ludzie dojrzewają, co objawia się zmianami w obrębie poszczególnych cech osobowości, a jednak ich ogólny profil osobowości, czyli układ różnych cech, pozostaje niezmienny bez względu na upływ czasu. Poza tym moje przeżycia mają charakter ciągły, a nie skokowy – nie są to skoki od jednego do jakiegoś innego stanu. Nie zmieniam się też wraz ze zmianą stanu świadomości. Po jakiejś przerwie spowodowanej snem, omdleniem, czy po narkozie jestem ciągle tą samą osobą, tym samym „ja”.
Zwolennicy ewolucji i materializmu twierdzą, że technika XXI wieku pozwoli złamać te algorytmy tworzące człowieka i wtedy ostatecznie runie jakakolwiek wiara w istnienie „ja”. Jednak wcale tak nie musi się stać, a nawet twierdzę, że tak się nie stanie. Raczej przyszłe badania przyrodnicze „odkryją”, że świadomość ludzka z jego istniejącym „ja” okaże się tak samo niemożliwa do wyjaśnienia, jak niemożliwe jest wyjaśnienie sposobu istnienia cząsteczek elementarnych w fizycznej rzeczywistości. Dzisiaj leptony, kwarki oraz bozony pośredniczące w oddziaływaniach traktuje się jako obiekty nie mające struktury wewnętrznej, czyli są to tak zwane cząstki fundamentalne. Tak samo jak istnieją pewne fundamentalne własności tych cząstek, których nie da się już wyjaśnić. Można więc tak samo powiedzieć, że świadomość człowieka – jego „ja” – jest własnością fundamentalną, która nie podlega dalszemu wyjaśnianiu.
Świadomość ta nie może być wynikiem ewolucji (jak twierdzą jej zwolennicy), a jednak istnieje… Jedyne sensowne wyjaśnienie jest więc takie, że została nam dana. Została nam dana przez Kogoś, Kto jest w stanie to uczynić. Sięgnijmy po opisy tego aktu. Sięgnijmy do objawienia Bożego, które mówi nam o tym fakcie w dwóch opisach.
Z pierwszego opisu widzimy, że Bóg zdecydował: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26). I tak też uczynił. Czytamy, że człowiek został stworzony „na obraz Boży”, zdolny do poznania i miłowania swojego Stwórcy, ustanowiony przez Niego panem wszystkich stworzeń ziemskich, aby rządził i posługiwał się nimi, dając chwałę Bogu. Szczególne miejsce człowieka pośród świata stworzonego jest czymś oczywistym. Tylko on bowiem jest w świecie widzialnym bytem osobowym, świadomym swego „ja” i zdolnym świadomie oddawać Bogu chwałę. To relacja do Boga – istnienie „obrazu Bożego” – odróżnia człowieka od zwierząt i zakłada także jakieś ogólne podobieństwo natury: inteligencję, wolę, świadomość własnego „ja”. Narzędzia, którymi Bóg nas obdarzył, abyśmy mogli wykonać powierzone nam zadanie, obejmują sumienie, świadomość i zdolność dokonywania duchowego osądu. Ludzie (mężczyzna i kobieta) zostali stworzeni na końcu – jako ostatnie i najdoskonalsze dzieło Stwórcy.
W drugim opisie czytamy: „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2,7). Stworzenie człowieka z prochu ziemi wyraża ideę jego przynależności do świata stworzonego, fizycznego, czyli wspólną z całą przyrodą naturę. Życie jest darem samego Boga. Jednak to napełnienie człowieka przez Boga „tchnieniem życia” należy rozumieć nie tylko jako ożywienie – powołanie do istnienia – ponieważ nie widzimy, aby Pan Bóg wykonywał tę czynność stwarzając zwierzęta. Chodzi więc o coś więcej. Tutaj mamy opis dania człowiekowi duszy i ducha – części upodobniającej go do Stwórcy.
[cdn.]
Robert Boryczka