Depresja – skąd pomoc?

Niedawno wziąłem udział w spotkaniu z młodzieżą w Rabce-Zdroju. Przedstawiono tam różnego rodzaju badania. Jedno z nich dotyczyło stanu psychicznego młodzieży w wieku 13-26 lat. Otóż według tych badań aż 42% młodych ludzi doświadcza stanów depresyjnych, 41% bezsenności, a 34% napadów lękowych… Co prawda te 42% to jeszcze nie depresja, tylko stany depresyjne, ale i tak ta liczba jest szokująca… A na dodatek, jak ci młodzi ludzie na spotkaniu mówili, to, co słyszą od psychologów to „same frazesy, które nikomu nic nie pomagają”… 

Obecnie truizmem jest stwierdzenie, że depresja jest chorobą cywilizacyjną. Statystyki podają, że w Polsce teraz około 1,5 mln osób cierpi na depresję. Dwa-trzy razy częściej chorują na nią kobiety niż mężczyźni. Objawy choroby to bezsenność lub nadmierna senność, utrata energii życiowej, spowolnienie ruchowe, utrata apetytu lub jego wzmożenie, poważne trudności z koncentracją, płaczliwość, przygnębienie, napady lękowe, negatywne myślenie o sobie, utrata sensu życia, poczucie winy i w końcu myśli samobójcze. Jeśli takie objawy utrzymują się kilka tygodni (zwykle przyjmuje się dwa tygodnie), to mierzymy się z depresją.

Specjaliści wyróżniają kilka rodzajów depresji. Najczęstszą jest depresja endogenna. Wiąże się ona przede wszystkim z rozregulowaniem funkcji biologicznych i zaburzeniami ośrodkowego układu nerwowego. Za czynnik, który mógłby odpowiadać za pojawienie się tego rodzaju depresji, uznaje się niedobór serotoniny w mózgu. Powoduje to u chorego zaburzenia na tle nerwowym i psychicznym, czemu towarzyszą inne objawy somatyczne, np. bóle w klatce piersiowej, zaburzenia pracy żołądka, bóle kości, mięśni i stawów, chroniczne bóle głowy lub migrena. Może być też ona wywołana jakimś uzależnieniem i zażywanymi lekami, np. hormonami sterydowymi lub organicznymi chorobami mózgu, np. choroby niedokrwiennej serca, udaru mózgu, choroby Alzheimera, niedoczynności tarczycy. Zdiagnozowanie depresji endogennej oznacza często konieczność przyjmowania leków do końca życia, choć pacjentom zdarzają się okresy remisji (wolne od farmakoterapii).

Drugi rodzaj to depresja egzogenna, inaczej reaktywna, wynikająca z trudnych, traumatycznych przeżyć, np. śmierci bliskiej osoby, straty pracy lub zdrowia, kłótni, bycia ofiarą znęcania się, przeżywania ciężkiej choroby. Jest wynikiem działania silnego i/lub przewlekłego stresu, który wyczerpał odporność psychiczną i siły radzenia sobie z trudną sytuacją. Ten rodzaj depresji nie za bardzo reaguje na leczenie farmakologiczne, choć leki mogą być stosowane, aby nieco złagodzić objawy choroby. 

Tyle pokrótce ma do powiedzenia medycyna, nauka. Jednak przy takim zawężonym podejściu pojawia się problem „redukcjonizmu ontologicznego” – zbyt uproszczonego spojrzenia na istotę człowieka i sposób jego istnienia. Takie podejście jest tragicznym błędem, zanegowaniem bogactwa istnienia człowieka, odrzuceniem wielowymiarowości bytu ludzkiego. Człowiek z punktu objawienia Bożego powinien być rozpatrywany szerzej – jako jedność ciała i duszy, ale także ducha. Potrzebujemy, tak jak w każdej sytuacji, gdy mamy do czynienia z człowiekiem, uwzględnić również duchową stronę człowieka.

Przytoczę tutaj ciekawostkę: istnieją nawet badania naukowe, które ukazują wpływ wiary na zdrowie psychiczne. Naukowcy z Columbia University[i] potwierdzili, że takie praktyki duchowe jak medytacja lub modlitwa przyczyniają się do gęstnienia kory mózgowej, która wiąże się między innymi ze stanami lękowymi i depresją. Osoby stosujące te praktyki duchowe posiadają gęstszą korę mózgową, co z kolei przyczynia się do zapobiegania napadom depresji. W innym badaniu w Chicago[ii] przebadano osoby z rozpoznaniem depresji klinicznej i dwubiegunowej. Pacjentów ankietowano po przyjęciu na leczenie pod względem medycznym, psychicznym i duchowym oraz osiem tygodni później. Obserwowano zależność natężenia choroby ze stanami psychicznymi i przekonaniami sfery ducha. I tak u 50% pacjentów znacznie zmniejszyły się objawy choroby po leczeniu farmakologicznym, ale w przypadku osób wierzących było to aż 75%.  Naukowcy doszli do wniosku, że to nadzieja związana z wiarą leży u źródła ich poprawy zdrowia.

Takie wyniki z pewnością nie są dla chrześcijan zaskoczeniem. Oczywistym jest, że brak silnych więzi społecznych i złe kontakty z innymi ludźmi są czynnikami ryzyka rozwoju depresji. Jednak również oczywistym jest, że właściwa relacja ze Stwórcą i Tym, który podtrzymuje człowieka w istnieniu jest absolutnie kluczową sprawą dla jakości życia ludzkiego.

Jak pokazują przykłady z Pisma Świętego nawet tytani wiary i zaufania Bogu przechodzili „ciemną dolinę”, czyli doświadczali depresji. Jednak takie doświadczenie w rezultacie wzmacniało, przemieniało ich. Wspomnę przede wszystkim Hioba. Doświadczył najpierw całkowitego ogołocenia. W jednym czasie stracił wszystkie dobra materialne, a potem także najbliższych – dzieci i ich rodziny. W końcu doświadczył również cierpienia związanego z chorobą. Zostaje obsypany „trądem złośliwym, od palca stopy aż do wierzchu głowy” (Hi 2,7). Hiob cierpi z powodu niezrozumienia ze strony bliskich. Traci jakiekolwiek wsparcie moralne. Samotny w swoim cierpieniu, siedzący na gnoju, zostaje kuszony przez żonę do odejścia od Boga: „Jeszcze trwasz mocno w swej słabości? Złorzecz Bogu i umieraj!” (Hi 2,9). Sytuacji Hioba nie rozumieją również jego przyjaciele. Swoją postawą i wywodami w formie traktatów teologicznych dodają jeszcze więcej bólu do jego cierpienia. Patrząc na Hioba, widzimy symptomy typowe dla głębokiej depresji: obniżenie nastroju, ocenianie swego losu i życia jako bezsensownego, spowolnienia tempa przeżyć i myślenia, przeżywanie lęku, bóle głowy, osłabienie, skrócenie i spłycenie snu, tendencje samobójcze. Chociaż jego początkowa reakcja jest wspaniała: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” (Hi 1,21), to z czasem z głębi zranionego serca rozlega się krzyk, żałobna lamentacja. Hiob wpada w rozpacz. Czuje się bezsilny i schwytany w pułapkę. Doświadcza cierpienia fizycznego, psychicznego i duchowego. Modlitwa Hioba jest modlitwą doświadczenia „ciemnej doliny”, modlitwą kryzysu, równocześnie jest modlitwą bardzo szczerą i osobistą. Hiob przypisuje Bogu negatywne cechy i uczucia nieprzyjazne wobec człowieka; ale nawet w największej rozpaczy Bóg pozostaje dla niego „deską ratunku”. W końcu Pan Bóg mu odpowiada i Hiob z pokorą stwierdza: „Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele” (Hi 42,5-6). Hiob doświadczył Boga i odnowy relacji z Nim, stał się innym człowiekiem.

Inne postacie Pisma Świętego, u których można zauważyć wyraźnie oznaki depresji to Jeremiasz, Jonasz, Eliasz, Dawid… A nawet u Pana Jezusa można dostrzec stan depresyjny – gdy modlił się: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42); czytamy, że „Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” (Łk 22,44).

Patrząc na te przykłady widzimy, że ci tytani wiary mieli pytania, wątpliwości w czasie swej „ciemnej doliny”. Jednak one nie zachwiały ich w przekonaniu, aby do końca szukać ratunku u Boga i ufać Mu, pomimo braku zrozumienia, pomimo uczuć…  Często dobre przejście z Bogiem przez taką dolinę jest wprowadzeniem w głębię wiary i przyjęcia suwerenności i mądrości działania Boga. Nieporozumieniem jest przekonanie, że jako osoby wierzące powinniśmy być zawsze w stanie wewnętrznej „euforii” w wierze, w radości nadziei i miłości. Wydaje się, że okresy wątpienia i zadawania pytań są równie ważne jak bezproblemowe okresy wiary.  W życiu chrześcijańskim doświadczanie smutku i ciemności jest tak samo potrzebne jak przebywanie w świetle radości umysłu i serca. Depresja może być „doświadczeniem ozdrowieńczym”. Bóg stworzył nas właśnie w taki sposób, abyśmy mogli czasami doświadczać głębokiego smutku.

Nie ośmielę się stwierdzić, że cierpienie jest Bożym darem. Dar Boży kojarzy się zawsze z dobrem, zdrowiem, światłem umysłu, pojednaniem człowieka z człowiekiem, przebaczeniem. Przecież czytamy: „Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności” (Jk 1,17). Tak, Bóg jest dobry. Nie daje człowiekowi tego, co jest złe. Śmierć kogoś bliskiego, choroba, cierpienie jest złem. Jednak Pan Bóg dopuszcza w naszym życiu trudne sytuacje. W zależności od tego jak przez nie przejdziemy – z zaufaniem Mu czy odrzuceniem Go – takie rezultaty będą w naszym życiu. Niektórzy przejdą depresję ubogaceni, mocni, doświadczeni, mądrzejsi z głębszym zrozumieniem Boga i Jego dróg. Jednak będą i tacy, których depresja doprowadzi do buntu wobec Boga… oraz samobójstwa.

Na koniec napiszę wyraźnie, nie negując tego, że Pan Bóg zawsze i w każdej sytuacji może uleczyć człowieka… Pan Bóg dał nam lekarzy i szczególnie w przypadku depresji endogennej potrzebujemy pomocy farmakologicznej. Jednak wszyscy powinniśmy też pamiętać, że człowiek jest również istotą duchową i jego duchowy stan ma kluczowe znaczenie dla przeżywania życia tu i teraz! A właściwe – to znaczy z zaufaniem Bogu – przejście przez tę chorobę może być dla nas błogosławieństwem…

Pastor Robert Boryczka

http://robertboryczka.pl/


[i] https://ktociewyleczy.pl/wiedza/problemy-zdrowotne/choroby-ukladu-nerwowego/depresja/3486-bog-a-depresja

[ii] https://zwierciadlo.pl/psychologia/73006,1,wiara-pomaga-wyjsc-z-depresji-.read

Scroll to top