Tak sobie myślę, że najbardziej niebezpieczny stan chrześcijanina nie musi wyglądać jak odejście od Boga. Czasami wygląda zupełnie inaczej, jakby zwyczajnie. Możemy nadal być w Kościele, nadal śpiewać, modlić się, czytać Biblię i wykonywać chrześcijańskie obowiązki – a jednak w głębi serca dojść do miejsca, w którym przestajemy naprawdę potrzebować Chrystusa.
Właśnie o tym mówi list do Kościoła w Laodycei. I być może dlatego jest to jeden z najbardziej przejmujących fragmentów Nowego Testamentu. Chrystus nie przemawia tutaj do ludzi, którzy Go jawnie odrzucili. Przemawia do Kościoła, do wierzących ludzi, którzy uważali, że wszystko jest z nimi dobrze. Ich problemem nie była niewiara. Ich problemem była samowystarczalność.
Miasto Laodycea
Laodycea była dużym i niezwykle bogatym miastem. Według szacunków opartych na badaniach archeologicznych w I wieku n.e. mogło w niej mieszkać około 70–80 tysięcy ludzi. Była ważnym punktem węzłowym u zbiegu trzech dróg, ośrodkiem handlu i rzemiosła, słynnym z wyrobów z czarnej wełny i środków leczniczych oraz banków. Było to najbogatsze z miast Frygii, przeżywające szczególny rozkwit w okresie, gdy Jan pisał ten list. O bogactwie miasta świadczy choćby to, że chociaż zostało poważnie zniszczone przez trzęsienie ziemi w 60 r. n.e., to odmówiło przyjęcia pomocy finansowej Rzymu i odbudowało się własnymi środkami.
Zachowany system wodociągowy, w tym charakterystyczny system syfonowy, wskazuje, że główne zaopatrzenie Laodycei pochodziło ze źródeł Başpınar, położonych około 8 km na południe od miasta, w dolinach góry Salbakos. Wysoka zawartość wapnia w wodzie powodowała powstawanie znacznych osadów wapiennych wewnątrz przewodów; zachowane do dziś pozostałości wodociągu pokazują skalę tego procesu. Popularne twierdzenie, że woda Laodycei była szczególnie niesmaczna i wywoływała mdłości, jest jednak bardzo wątpliwe.
Jeśli chodzi o kontekst religijny, to szczególne znaczenie w życiu miasta miał kult Zeusa. Laodycejczycy mieli też świątynie Apolla, Asklepiosa (bóstwa uzdrowienia), Hadesa, Hery, Ateny, Serapis, Dionizosa i innych bogów.
Założycielem tamtejszego Kościoła był prawdopodobnie współpracownik Pawła – Epafras (por. Kol 1,7; 4,12; Flm 23).
Sędzia a iluzja samowystarczalności
Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz:
To mówi Amen,
Świadek wierny i prawdomówny,
Początek stworzenia Bożego (Ap 3,14)
Jak można łatwo zauważyć każde z tych trzech określeń – jakimi przedstawia się Pan Jezus – jest skorelowane z innym kolejnym problemem Kościoła w Laodycei.
To mówi Amen – Jezus jest ostateczną prawdą. „Amen” oznacza „tak jest”, „zaprawdę”, „to jest pewne”. Jezus przedstawia się jako Ten, w którym znajduje się Boże „tak” – a to jest rzeczywistość pewna, ostateczna i niewzruszona. A Kościół w Laodycei żyje w złudzeniu: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba” (Ap 3,17a). Jezus jakby od razu odpowiada: „Nie ty określasz rzeczywistość. Ja jestem Amen. To, co Ja mówię o tobie, jest prawdą – nawet jeśli ty widzisz siebie zupełnie inaczej”. To jest niezwykle trafne i mocne. Kościół w Laodycei zupełnie fałszywie ocenia własny stan duchowy. Dlatego potrzebuje Jezusa jako „Amen” – ostatecznego punktu odniesienia dla prawdy o niej samej.
Świadek wierny i prawdomówny – Jezus widzi prawdziwy stan Kościoła. Nie potwierdzi ich samooceny tylko dlatego, że jest dla nich nieprzyjemna. To kolejne podkreślenie problemu samowystarczalności Kościoła (Ap 3,17a). Jezus na to odpowiada: nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi (3,17b). Problemem Kościoła jest utrata zdolności właściwej oceny własnego stanu. Potrzebuje on prawdy, a nie pocieszenia.
Początek stworzenia Bożego – Jezus jest źródłem, a nie dodatkiem. To określenie nie oznacza, że Jezus jest pierwszym stworzeniem. Greckie archē może oznaczać: początek, źródło, zwierzchnictwo, pierwszeństwo. W kontekście Nowego Testamentu należy je rozumieć w stosunku do Jezusa – jako Tego, który jest początkiem/źródłem stworzenia (por. J 1,3; Kol 1,15–17).
I znowu mamy znakomite przeciwstawienie: niczego mi nie potrzeba – mówi Kościół. Jezus odpowiada: „Wszystko zaczyna się ode Mnie i ma źródło we mnie”. Kościół w Laodycei uważa, że jest samowystarczalny. Jezus przypomina, że niezależność od Niego jest iluzją, ponieważ On jest źródłem całego stworzenia – a więc także ich życia, istnienia i wszystkiego, czym się chlubią.
Zimny, gorący czy letni?
Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3,15-16)
Od dawna interpretuje się słowa Jezusa o gorącym, zimnym i letnim w kontekście lokalnych warunków wodnych Laodycei. Jednak współczesne badania archeologiczne podają tę interpretację w wątpliwość[i].
Możliwe jest, że tę metaforę „zimny–gorący–letni” należy raczej rozumieć na tle powszechnej w świecie rzymskim kultury łaźni. Otóż w rzymskiej łaźni istniały trzy zasadnicze przestrzenie: frigidarium (zimne), caldarium (gorące) i tepidarium (letnie). Zimne i gorące pomieszczenia były najważniejszymi częściami łaźni, natomiast tepidarium miało głównie funkcję przejściową między nimi. „Letniość” oznaczałaby więc nie tyle brak gorliwości, ile stan duchowej i moralnej nieużyteczności oraz podporządkowanie się innym wartościom. Byłoby to związane z dostosowaniem się chrześcijan w Laodycei do luksusowego, materialistycznego i moralnie skompromitowanego stylu życia ich miasta. W tym świetle słowa „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba” (Ap 3,17a), stają się kluczowe dla zrozumienia ich problemu. Laodycejczycy byli tak związani z kulturą bogactwa i luksusu, że ich chrześcijaństwo zaczęło akceptować niemoralne elementy otaczającego społeczeństwa. Jezus nie gani ich więc za „brak entuzjazmu”, lecz za kompromis, który czyni ich duchowo nieużytecznymi i wystawia na sąd. To chrześcijaństwo, które przystosowało się do świata, jego bogactwa, luksusu i moralności, tracąc swoją wierność Chrystusowi.
Postawę duchową Kościoła w Laodycei charakteryzuje termin letni. To nie określenie duchowej oziębłości – jak można by przypuszczać – to określenie wręcz wstrętu Jezusa do tego Kościoła. Do tego nawiązuje zapowiedź wyrzucę z mych ust. Tak naprawdę to określenie jest mocniejsze, bo greckie słowo emesai tutaj przetłumaczone jako wyrzucę, dosłownie oznacza: „zwymiotować”, „wyrzygać”. Może to być połączone z biblijnym obrazem „wyplucia” człowieka z powodu moralnego zepsucia, z powodu niemoralności seksualnej (Kpł 18 i 20)[ii]. Dlatego też wyrzucę z mych ust – to bardzo mocny obraz sądu nad Kościołem, który przestał żyć zgodnie z tożsamością ludu Chrystusa.
Boskie remedium na duchowe ubóstwo
Laodycea była bogatym centrum bankowym, znanym z wyrobu czarnej wełny oraz frygijskiego proszku do leczenia oczu. Jak już wspominałem, po trzęsieniu ziemi w 60 r. n.e. mieszkańcy dumnie odrzucili pomoc Rzymu, odbudowując miasto z własnych środków. Trudno nie zauważyć uderzającego podobieństwa między postawą miasta, które potrafiło odbudować się własnymi siłami, a deklaracją Kościoła: „niczego mi nie potrzeba”. Jednak Jezus zupełnie inaczej tą wspólnotę kościelną widzi. Widzi jej duchowe ubóstwo i zaleca kupno duchowych dóbr u siebie:
Radzę ci kupić u mnie
złota w ogniu oczyszczonego,
abyś się wzbogacił,
i białe szaty,
abyś się oblókł,
a nie ujawniła się haniebna twa nagość,
i balsamu do namaszczenia twych oczu,
byś widział. (Ap 3,18)
Samowystarczalność Kościoła w Laodycei, oparta na dobrobycie materialnym, była w ich życiu duchowym zwykłym złudzeniem. Kolejne dobra do kupienia proponowane przez Jezusa mają za zadanie zmienić ich duchowy stan. Można tutaj zauważyć paradoks. Jezus wzywa bankierów i kupców z Laodycei, aby „kupili” u Niego prawdziwe dobra. Czym mają zapłacić ci, którzy duchowo są nędzarzami i żebrakami? To wyraźny odnośnik do Iz 55,1 („kupujcie bez pieniędzy”), podkreślający, że jedyną walutą jest pokora i uznanie własnej zależności od Boga.
Złoto – to prawdopodobnie wypróbowana wiara: Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa (1 P 1,7).
Białe szaty (być może też kontrast do słynnej czarnej wełny w Laodycei) oznaczają, tak jak w Ap 3,5,szaty zwycięstwa, bo w Apokalipsie białe szaty są przede wszystkim symbolem zwycięstwa, czystości, przynależności do Boga. Jezus mówi to w kontekście haniebnej nagości. Zaś pamiętając o tym, że nagość była normalnym elementem korzystania z rzymskich łaźni – możemy zauważyć kolejna aluzję do ówczesnych zwyczajów. I przypominając sobie, że w Starym Testamencie Bóg „wymiotuje” Izrael z ziemi z powodu seksualnej niemoralności, to „zwymiotowanie” Kościoła w Laodycei może być celowym nawiązaniem do tego wzorca. Wygląda na to, że Laodycejczycy przyjęli styl życia związany z kulturą łaźni i jej luksusem oraz tolerowali jej moralne ekscesy; dlatego metafora „letniości”, a następnie „nagości” i „zwymiotowania”, tworzy spójny obraz ich kompromisu. Chrystus oferując białe szaty – ofiaruje oczyszczenie, godność i zwycięskie życie z Bogiem.
Balsam – obraz ten nabiera szczególnej wymowy w mieście znanym z tradycji medycznych i preparatów okulistycznych. W Laodycei działała słynna szkoła medyczna związana ze świątynią Men Karou, gdzie wytwarzano maść na oczy zwaną „proszkiem frygijskim”. Jezus ofiarując balsam czyni aluzję do cech, które pozwolą oczom duszy Kościoła zauważyć prawdziwie opłakany stan: ubóstwo i haniebną nagość.
Oto stoję u drzwi i kołaczę
Obraz ten ukazuje, że Chrystus musi się dobijać do własnego Kościoła. Kołatanie nie jest jednak zapowiedzią potępienia, lecz wyrazem miłości i zaproszeniem do głębokiej więzi. Wspólna wieczerza na Bliskim Wschodzie oznaczała budowanie zażyłej przyjaźni. Ta wspólnota nosząca imię Chrystusa okazuje się tak bardzo zamknięta na Chrystusa, że Jezus wzywa kogokolwiek z tej wspólnoty – aby otworzył Mu drzwi:
Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę.
Bądź więc gorliwy i nawróć się!
Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze Mną. (Ap 3,19-20)
Tak więc motywem Chrystusowego napomnienia jest miłość. Chodzi o to by upominany Kościół nawrócił się. Przez użycie obrazu stania u drzwi i kołatania, przedstawiony tu został apel Boży do Kościoła. Tragedią tego Kościoła było, że Jezus był jakby poza… że musiał dobijać się do swojego Kościoła. Odpowiedzią jego ma być słuchanie głosu, i otwarcie drzwi Bogu jak przyjacielowi, po czym nastąpi wspólna z Nim wieczerza. Zauważmy, że drzwi, które dzielą ich od Jezusa są obecnie zamknięte – i to ktoś z Kościoła powinien je otworzyć. Sytuacja przypomina zapowiedź: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać (J 14,23). Wspólnota posiłku była wyrazem intymności oraz przyjacielskiej więzi między gościem i gospodarzem. Jezus zaprasza chrześcijan z Laodycei na wieczerzę. Obraz może wskazywać zarówno na bliską więź z Chrystusem już teraz, jak i na eschatologiczną wspólnotę z Nim. Jest to zaproszenie na wystawny posiłek, co ponownie sugeruje ich obecne duchowe ubóstwo.
Obietnica wywyższenia
Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie,
jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie. (Ap 3,21)
Użyty tutaj obraz bezpośrednio nawiązuje do udziału wierzących w Bożym panowaniu. Chrystus, który odniósł ostateczne zwycięstwo, dzieli się swoją władzą z tymi, którzy pozostaną Mu wierni. Ta niezwykła obietnica ma swój duchowy wymiar już teraz, w naszej obecnej więzi ze Zbawicielem, o czym pisał apostoł Paweł: A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie… (Ef 2,4-6). Zbawienie wynosi z duchowego ubóstwa do królewskiej godności.
Z drugiej jednak strony, pełne i ostateczne wypełnienie słów skierowanych do Kościoła w Laodycei nastąpi w czasach ostatecznych. Obietnica zasiadania na tronie znajduje interesujące dopełnienie w późniejszej wizji Apokalipsy, gdzie Jan widzi trony i tych, którzy królują z Chrystusem:
I ujrzałem trony –
a na nich zasiedli [sędziowie],
i dano im władzę sądzenia –
i ujrzałem dusze ściętych dla świadectwa Jezusa i dla Słowa Bożego,
i tych, którzy pokłonu nie oddali Bestii ani jej obrazowi
i nie wzięli sobie znamienia na czoło ani na rękę.
Ożyli oni
i tysiąc lat królowali z Chrystusem. (Ap 20,4)
Taki finał listu do Kościoła w Laodycei to jeden z najbardziej zdumiewających wersetów Nowego Testamentu. Do chrześcijan, którzy jeszcze przed chwilą usłyszeli, że są: nieszczęśni, godni litości, biedni, ślepi i nadzy, Chrystus kieruje jedną z najbardziej niezwykłych obietnic spośród wszystkich listów do siedmiu Kościołów. Zwycięstwo nad nieprzydatnością, odrzucenie pychy i rezygnacja z iluzji samowystarczalności nie kończą się tylko ocaleniem przed sądem. Chrystus pokazuje, że otwarcie Mu drzwi prowadzi od wspólnej wieczerzy z Przyjacielem aż do najwyższego wywyższenia – objęcia władzy i królowania u boku samego Sędziego.
Wezwanie do współczesnego Kościoła
List do Laodycei jest wezwaniem do wielu współczesnych Kościołów. Jest jak lustro dla tych Kościołów, które uważają się za samowystarczalne i dumne z siebie. Które skupiają się na wielkości i finansach. Na budżetach, przywództwie korporacyjnym i brandingu. Bo możemy mieć: zbilansowany budżet, dużo ludzi, dobre i efektywne programy, dobrze działające media społecznościowe, świetne kazania, profesjonalne przywództwo i piękny budynek, a mimo tego być duchowo biedni. Nie chodzi też o to – czy mówimy o Chrystusie, ale właściwszym jest pytanie: „Czy sposób, w jak funkcjonuje nasz Kościół, pokazuje, że naprawdę zależymy od Chrystusa?”
Tak więc jest to ostrzeżenie dla wielu współczesnych Kościołów, które zapominają o tej zależności od Chrystusa. Wyzwanie Jezusowe jest aktualne i ciągle brzmi[iii]:
Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze Mną. (Ap 3,20)
Jeszcze na koniec powtórzę. To wezwanie do zerwania z iluzją samowystarczalności i opieraniu funkcjonowania Kościoła na zasobach finansowych i zdolnościach marketingowych. To wezwanie do więzi z Nim – sędzią, królem i władcą. Niechby się więc znalazł ktoś, kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy. Niech ukryta nędza ustępuje miejsca królewskiej godności.
Pastor Robert Boryczka
Inne artykuły autora z tej serii:
1. WIELKA NIERZĄDNICA – „Ludu mój wyjdźcie z niej”
2. SMOK Z APOKALIPSY: architekt zwodniczej jedności świata
3. Uwięziony Smok i odzyskane narody: tajemnica Tysiącletniego Królestwa
[i] Mark Wilson, Did the Laodiceans Drink Lukewarm Water? A Hydrological Inquiry into the Temperature Metaphor of Revelation 3:15–16; December 29, 2023; https://dergipark.org.tr/en/pub/lycus/article/1381310?utm. I trochę obszerniejszy artykuł tego samego autora: Neither Cold nor Hot but Lukewarm: Rethinking the Temperature Metaphor in Revelation 3:15–16 June 2025 Tyndale Bulletin 76; https://www.researchgate.net/publication/392381074_Neither_Cold_nor_Hot_but_Lukewarm_Rethinking_the_Temperature_Metaphor_in_Revelation_315-16
[ii] „Tymi wszystkimi rzeczami nie plugawcie się, bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami. Także i ziemia stała się nieczysta. Ukarałem ją więc za jej winę, a ziemia wypluła swoich mieszkańców.Strzeżcie więc ustaw i wyroków moich, nie czyńcie nic z tych obrzydliwości. Nie będzie ich czynić ani tubylec, ani przybysz, który osiedlił się wśród was. Bo wszystkie te obrzydliwości czynili mieszkańcy ziemi, którzy byli przed wami, i ziemi została splugawiona. Ale was ziemia nie wyplunie z powodu splugawienia jej, tak jak wypluła naród, który był przed wami. Bo każdy, kto czyni jedną z tych obrzydliwości, wszyscy, którzy je czynią, będą wyłączeni spośród swojego ludu” (Kpł 18,24-29).
[iii] Należy zauważyć, że jest to wezwanie do lokalnego Kościoła, do osoby w Kościele – a nie ewangelizacyjne wezwanie do niewierzących, jak często ten werset jest używany.