Akurat dzisiaj ludzie w Polsce masowo chodzą na cmentarze, na groby swoich bliskich. Składają kwiaty i zapalają znicze. Jednak ja nie chcę w tym artykule zajmować się świętem „Wszystkich świętych”, które w Polsce obchodzone jest jako „Święto zmarłych”. Nie chcę rozważać sensowności stawiania kwiatów na grobach, sensowności palenia zniczy i odprawiania na cmentarzach obrzędów, modlitw za zmarłych. Bardziej pomyślałem o nas żywych, których ciała wcześniej czy później znajdą się na którymś z cmentarzy. Jak przygotować siebie i nam bliskich na to przejście do wieczności.
W przeszłości człowiek zwykle umierał w domu wśród najbliższych mu ludzi. Śmierć w otoczeniu rodziny umożliwiała godne pożegnanie się z domownikami. To rodzina była najważniejszym dostarczycielem opieki w ostatniej fazie życia.
Patrząc na ostanie kilkadziesiąt lat w Polsce dane pokazują, że więcej osób umiera w szpitalach lub hospicjach niż w domach. Z danych GUS wynika, że w 1980 r. w szpitalu zmarło 42,7 proc. osób, 0,5 proc. w innym zakładzie opieki zdrowotnej; 49,1 proc. zgonów nastąpiło w domu. Po 30 latach proporcje te znacznie się zmieniły – zapewnie ma to miejsce też w związku z długotrwałymi procesami leczenia w szpitalach. W 2011 roku aż 50,6 proc. zgonów nastąpiło w szpitalach, 6,6 proc. w innych placówkach (głównie w hospicjach), a 37 proc. w domach.[i] Ostatnie dane z 2019 roku zasadniczo nie uległy zmianom. W szpitalach nastąpiło 50,8 proc. zgonów, a 35,3 proc. w domach.[ii] Tak więc zmniejszało się obciążenie rodziny opieką nad umierającymi. Niestety zwiększył się stres umierania, których ostatnie dni i godziny życia coraz częściej upływają w obcym otoczeniu.
Oczywistą prawdą jest, że umierając w szpitalu można doświadczyć tego, że medycyna zwykle skupia się na materialnej stronie życia, zatracając przy tym człowieczeństwo. Na łamach „The New England Journal of Medicine” opisano przypadek konkretnego pacjenta: „Doświadczenia z nim związane budują niepokojący obraz opieki jaką otrzymuje wielu nieuleczalnie chorych w amerykańskich szpitalach (…). Mimo wielokrotnych próśb o zaprzestanie leczenia przedłużającego życie i umożliwienie umierania w domu, pacjentowi wykonano biopsję płuc i 3 tomografie komputerowe, poddawano go codziennym flebotomiom, a ponadto zakładano mu zgłębniki nosowo-żołądkowe i wykonano gastrostomię. Przez 29 dni leżał przywiązany do łózka, aby nie mógł samodzielnie usunąć dostępu dożylnego i zgłębnika. Ostatni miesiąc życia spędził w szpitalu. Niestety najnowsze doniesienia sugerują, że jego przypadek nie jest odosobniony”.
Być może nie wszyscy wiedzą, że pierwsze szpitale powstawały we wspólnotach zakonnych. W tym środowisku dbano równocześnie o ciało i ducha. Jak można przeczytać w książce „Mending Bodies, Saving Souls: A History of Hospitals” Guntera Risse opisuje, że wybrani bracia trwali przy umierającym dzień i noc, modląc się i czytając przy świecach fragmenty Pisma świętego. Chodziło o zapewnienie umierającemu właściwego odejścia. Uważano, że nikt nie powinien umierać w samotności. Kiedy zbliżał się moment śmierci zbierała się cała wspólnota klasztorna aby śpiewać pieśni i modlić się.
Tak sobie myślę, że szczególnie my-chrześcijanie powinniśmy zabiegać o to, aby nasi bliscy umierali w naszej obecności. Moja mama mieszkała z moja rodziną, pod moją opieką. Szczerze mówiąc bardzo chciałem być z nią w momencie śmierci. Któregoś dnia poczuła się bardzo słabo. Wezwany lekarz wezwał karetkę, która zawiozła ją do szpitala. Gdy później dojechałem do szpitala mama była już nieprzytomna. Później, nad ranem dostałem telefon, że odeszła. Bardzo żałuję, że lekarz nie powiedział mi, że mama odchodzi. Żałuję, że zabrano ją do szpitala, że umarła w szpitalu.
Poza tym sądzę, że powinniśmy też przygotowywać siebie i innych na odejście z tego świata. Ostatnio, czasami jeżdżę i przywożę z domu seniora pewną nasza siostrę w Panu na nasze nabożeństwa. Ta siostra ma już ponad 85 lat. Ostatnio miała ze mną poważną rozmowę na temat swojego pogrzebu. Powiedziała mi jak chciałaby, aby ten pogrzeb wyglądał. Potem kazała mi zadzwonić jeszcze do kierownika jej domu seniora, aby wszystko było dograne. Obiecałem jej, że na ile będę potrafił postaram się wszystko zrobić tak jak ona sobie życzy. Gdy opowiadam ludziom o tej sytuacji… nawet wierzącym, uważają to trochę za dziwactwo. Może niektórzy z czytelników tez pomyślą, że powinienem umocnić tą siostrę i powiedzieć jej jakieś słowa zachęty. Skierować tory na inne tematy. Powiedzieć, że przecież jeszcze dość dobrze się czuje – po co więc rozmawiać o takich rzeczach jak śmierć?
Chyba powinniśmy raczej inaczej myśleć. Nie powinniśmy tak bardzo skupiać się na doczesności. Szczególnie wobec osób starych i nieuleczalnie chorych (oczywiście wierzę, że życie człowieka jest w rękach Boga – ma moc przedłużyć je i uzdrowić). Jednak zawsze naszym zadaniem jest nieść pociechę o przybliżającym się przyszłym świecie, pociechę związaną ze zrobieniem tego niełatwego kroku w wieczność. Powinniśmy jako nauczyciele Słowa Bożego, nauczyciele, kaznodzieje, pastorzy nauczać bardzo wyraźnie na ten temat.
Kiedyś każdy z nas stanie w obecności Króla. Wówczas na pewno spojrzymy na ten krótki czas w tym świecie z innej perspektywy. Właśnie do tego spotkania z naszym Stwórcą, Odkupicielem i Zbawicielem powinniśmy być przygotowywani i przygotowywać ludzi. Powinniśmy przypominać o oczekiwanej rzeczywistości dla tych, którzy położyli całe swoje zaufanie w Jezusie Chrystusie.
I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową,
bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma.
I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga,
przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża.
I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu:
«Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi,
i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI”.
I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie.
Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie,
bo pierwsze rzeczy przeminęły».
I rzekł Zasiadający na tronie: «Oto czynię wszystko nowe».
I mówi: «Napisz: Słowa te wiarygodne są i prawdziwe».
(Objawienia 21,1-5)
Powinniśmy też ostrzegać. Otóż na tej ziemi każdy człowiek jest pielgrzymem. Ten czas pielgrzymowania jest nam dany też jako okres wyboru, czas na zwrócenia się do Jezusa Chrystusa. Jezus sam o tym mówił w ten sposób: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (Jana 3,16-18). Zaufanie Chrystusowi i oddanie się Mu jest wejściem do życia wiecznego. Odrzucenie lub obojętność wobec Jezusa Chrystusa jest wyborem potępienia. Okaże się to ostatecznie na sądzie przed „Zasiadającym na wielkim białym tronie”. Każdy zostanie oceniony według uczynków, ale zbawiony tylko ten, kogo znajdą w księdze życia. Przyjmujący z wiarą Chrystusa jest zapisany w „księdze życia”. Innych czeka wieczne oddzielenie od Boga – „jezioro ognia”, co zresztą sami teraz wybierają.
Potem ujrzałem wielki biały tron
i na nim Zasiadającego,
od którego oblicza uciekła ziemia i niebo,
a miejsca dla nich nie znaleziono.
I ujrzałem umarłych – wielkich i małych –
stojących przed tronem, a otwarto księgi.
I inną księgę otwarto, która jest księgą życia.
I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano,
według ich czynów.
I morze wydało zmarłych, co w nim byli,
i Śmierć, i Otchłań wydały zmarłych, co w nich byli,
i każdy został osądzony według swoich czynów.
A Śmierć i Otchłań wrzucono do jeziora ognia.
To jest śmierć druga – jezioro ognia.
Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia,
został wrzucony do jeziora ognia.(Objawienia 20,11-15)
Robert Boryczka (pastor)
[i] https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C393903%2Csocjolog-polacy-czesciej-umieraja-w-szpitalach-i-hospicjach-niz-w-domach.html
[ii] https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/koronawirus-czy-sluzba-zdrowia-na-dwie-trzecie-mocy-co-gorsze-zgonow-poza-szpitalem/sq80hzw
W tym artykule korzystałem też z artykułu Balboni T.: Czy opieka duchowa nad ciężko chorymi jest kosztowo efektywna? Med. Prakt., 2022; 12; 136-141.