Minęło niedawno pierwsze dwudziestopięciolecie XXI wieku. Wciąż jesteśmy świadkami niebywałego postępu technologicznego. Już nie tylko korzystamy z komputerów osobistych, smartfonów i Internetu. Coraz śmielej do życia codziennego wkracza sztuczna inteligencja. Jednocześnie nadal na świecie trwa wiele wojen i konfliktów zbrojnych, niektóre toczą się blisko nas i są bardzo krwawe – jak wojna na Ukrainie, inne również pochłaniają wielką ilość ofiar i jednocześnie chwieją międzynarodowym handlem – jak wojna w Iranie. Mamy też ciągnący się od lat, nierozwiązywalny, jak się zdaje, konflikt polityczny w naszym kraju. Trudno mi jest z optymizmem myśleć o tym co przyniosą następne miesiące.
W Ewangelii wg św. Mateusza, w słynnym Kazaniu na Górze, Pan Jezus postawił swoim uczniom, czyli tym, którzy mają należeć do Jego królestwa, takie wyzwanie:
Wiecie, że powiedziano: „Oko za oko” i „ząb za ząb”. A Ja wam mówię: Nie szukajcie odwetu na tym, kto was skrzywdził. Temu, kto cię uderzy w prawy policzek, pozwól uderzyć się w lewy. Temu, kto chce pozwać cię do sądu, by zabrać ci koszulę, pozostaw również płaszcz. Zmusza cię ktoś, abyś szedł z nim milę, idź z nim i dwie (Ewangelia Mateusza 5,38-41, Przekład Ekumeniczny).
Wzywa ich zatem by nie szukali zemsty na tych, którzy ich skrzywdzili, by nie uczestniczyli w nakręcaniu spirali przemocy, by nie dawali się wciągnąć w procesy sądowe o dobra materialne. Wydaje się to bardzo trudnym wyzwaniem, jednak Pan Jezus sam konsekwentnie stosował to co głosił. Gdy oddział straży świątynnej, wraz ze sługami arcykapłana, przybył Go pojmać, nie użył swej nadprzyrodzonej mocy by się ratować (Mateusza 26,52-54). Gdy sługa arcykapłana niesłusznie Go spoliczkował, zapytał tylko co złego było w Jego wypowiedzi (Jana 18,22-23). Ludzie, którzy stosują w życiu te słowa Pana Jezusa, przyczyniają się do zmniejszania napięcia w relacjach z innymi, gaszą konflikty, sprawiają, że życie staje się bardziej znośne. Znam świadectwo kilku wyznawców Jezusa i mogę dodać do tego własne, że lepiej jest stracić jakieś dobra materialne, niż procesować się o nie przez lata.
W następnym akapicie Pan Jezus dodaje jeszcze bardziej radykalne wezwanie:
Wiecie, że powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a swojego wroga będziesz nienawidził. A Ja wam mówię: Miłujcie waszych wrogów i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami waszego Ojca, który jest w niebie. On bowiem każe swemu słońcu wschodzić nad złymi i nad dobrymi i deszcz daje sprawiedliwym i niesprawiedliwym (Ewangelia Mateusza 5,43-45, Przekład Ekumeniczny).
W Księdze Kapłańskiej 19,18 znajduje się przykazanie miłości bliźniego, z którego wynika, że jest nim inny Izraelita. Nie ma natomiast w całej Biblii Hebrajskiej (Starym Testamencie) nakazu by nienawidzić nieprzyjaciół. Pan Jezus zapewne odwoływał się do powszechnej wówczas interpretacji przykazań prawa. Ale postawił poprzeczkę bardzo wysoko. Jego uczniowie mieli nie tylko kochać bliźnich, ale też nieprzyjaciół. Nie chodzi tu o uczucie miłości – trudno je żywić wobec kogoś kto nas krzywdzi – raczej o świadome życzenie dobra tym ludziom, wyrażone miedzy innymi w modlitwie o nich. Wyznawcy Jezusa mają przyjmować taką postawę, bo sam Bóg wyświadcza dobro nawet tym, którzy Go odrzucają albo bluźnią Mu. Pan Jezus żył zgodnie z tym czego nauczał. Gdy rzymscy żołnierze krzyżowali Go, modlił się o to, by Ojciec nie policzył im tego grzechu, bo nie wiedzieli co czynią (Łukasza 23,34). Wielu uczniów Jezusa szło w Jego ślady. Kamienowany Szczepan również modlił się o Boże przebaczenie dla swoich oprawców. Słyszał to Saul, prześladowca Kościoła, który się później nawrócił (Dzieje Apostolskie 7,58-60).
Nie znam innej nauki moralnej, która by wzniosła się na takie wyżyny, jakie wyznaczyły te przykazania Jezusa. One same dowodzą nadprzyrodzonego charakteru Jego życia i służby. I, jeśli je stosujemy w życiu, możemy przyczynić się do zatrzymania spirali przemocy, do powstania warunków sprzyjających pojednaniu i odbudowaniu więzi miedzy pojedynczymi osobami, a nawet całymi grupami społecznymi. Nie szukanie zemsty, miłość wobec wrogów, przebaczenie i pojednanie wprost wynikają z etyki chrześcijańskiej i choć historia chrześcijaństwa również obfituje w przemoc i cierpienie, wywołane grzechem i nieposłuszeństwem wobec Boga, jednak wspomniane wartości wciąż wpływają na sposób myślenia nas, wychowanych na nauce i przykładzie Jezusa.
Dobrą ilustracją tego wydaje mi się film Jonathana Teplitzkego „Droga do zapomnienia” (The Railway Man) z 2013 roku, który jest adaptacją autobiograficznej powieści Erica Loxmana pod tym samym tytułem. Opowiada on historię byłego brytyjskiego oficera, który w czasie II wojny światowej dostał się do niewoli japońskiej i zmuszony był do niewolniczej pracy przy budowie osławionej Kolei Śmierci. Doświadczenia okrutnego traktowania w obozie jenieckim wycisnęły piętno na psychice Brytyjczyka. Dzięki wsparciu żony, po latach, odszukał jednego z japońskich oprawców. Początkowo chciał się na nim zemścić, ale w końcu przebaczył mu i ten akt pomógł mu uporać się z bardzo traumatycznym doświadczeniem. Dla Nagese, japońskiego żołnierza, doświadczenie przebaczenia również stanowiło punkt zwrotny w życiu. Wychowany w kulturze honoru i hańby, poznał zupełnie inny sposób myślenia, wywodzący się z chrześcijaństwa. Akt przebaczenia doprowadził do pojednania między Loxmanem i Nagese, a nawet do przyjaźni między nimi. Co ciekawe, film nie jest przykładem „kina chrześcijańskiego”, nie ma w nim wzmianki o Bogu. Możliwe, że Eric Lomax był tylko nominalnym chrześcijaninem, a jednak zastosował naukę Jezusa i stał się tym, kto czyni pokój. Tym bardziej więc ci, którzy świadomie poszli za Jezusem, powinni powstrzymywać się od zemsty i modlić o swoich przeciwników. Przyniosłoby to wiele dobrych zmian na świecie.