Sąd nad Kościołem. Dlaczego Bóg zaczyna od nas?

Zazwyczaj Księga Objawienia kojarzy się z apokalipsą w hollywoodzkim stylu – potężnymi kataklizmami, upadkiem imperiów i kosmicznym chaosem. Ale kiedy na naszych spotkaniach Biblijnego Klubu Dyskusyjnego zaczęliśmy uważnie wczytywać się w pierwsze rozdziały tej księgi, dotarła do nas bardzo otrzeźwiająca prawda. Zanim Apokalipsa pokaże nam sąd nad światem, najpierw słyszymy, jak Chrystus zwraca się do własnego Kościoła. To właśnie od swoich wspólnot rozpoczyna objawianie prawdy o ich duchowym stanie.

Okazuje się, że Bóg zaczyna od własnego domu. Zanim więc zmartwychwstały i uwielbiony  Chrystus objawi się jako Sędzia narodów, udaje się na inspekcję do swoich – do własnego Kościoła. Apostoł Piotr napisał o tej regule kilkadziesiąt lat przed powstaniem Apokalipsy: „Czas bowiem, aby sąd się rozpoczął od domu Bożego” (1 P 4,17a). To, co Jan widzi na Patmos, niezwykle mocno przypomina tę zasadę: zanim księga pokaże sąd nad światem, Chrystus staje pośród swoich Kościołów.

…i pośród świeczników kogoś podobnego do Syna Człowieczego,
obleczonego [w szatę] do stóp
i przepasanego na piersiach złotym pasem.
Głowa Jego i włosy – białe jak biała wełna, jak śnieg,
a oczy Jego jak płomień ognia.
Stopy Jego podobne do drogocennego metalu,
jak gdyby w piecu rozżarzonego,
a głos Jego jak głos wielu wód.
W prawej swej ręce miał siedem gwiazd[i]
i z Jego ust wychodził miecz obosieczny, ostry.
A Jego wygląd – jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy.
(Ap 1,13-16)

W pierwszym rozdziale Apokalipsy nie widzimy łagodnego Nauczyciela, do którego przywykliśmy, czytając Ewangelie. Widzimy Pana pełnego chwały, potęgi i majestatu. Jezus przechadza się między siedmioma złotymi świecznikami, które symbolizują Kościół (siódemka oznacza w Apokalipsie pełnię, obrazuje więc Kościół jako całość, w każdym czasie i w różnych warunkach). Zanim na zewnątrz rozpęta się prawdziwa burza, Sędzia wchodzi do swojego domu i chce zobaczyć, w jakim stanie jest Jego umiłowana Oblubienica.

Ukazuje się jako Syn Człowieczy, którego stopy są jak rozpalony w piecu brąz, a oczy jak płomień ognia. Te przenikliwe oczy widzą na wylot każdą ukrytą motywację, wierność i niewierność serca. Z ust Jezusa wychodzi miecz obosieczny – bezkompromisowe Słowo, które oddziela prawdę od religijnej iluzji. Osądza nie według ludzkich ocen, pozorów czy popularności, lecz według prawdy swojego Słowa. Głowa Jego i włosy – białe jak biała wełna, jak śnieg (Ap 1,14). Obraz nawiązuje do wizji Przedwiecznego z Dn 7,9. Jezus ukazany jest w majestacie i chwale, z autorytetem należnym boskiemu Sędziemu. Przy tym, to nie jest odległy Bóg obserwujący nas z nieba. To Chrystus obecny pośród nas. Jego sąd jest bezkompromisowy: pochwala to, co dobre, demaskuje to, co grzeszne, i mówi Kościołowi prawdę nawet wtedy, gdy ta prawda boli. On zna czyny Kościoła, wydaje ocenę (mam przeciw tobie…), wzywa do pokuty, grozi konsekwencjami, jeśli pokuta nie nastąpi, ale równocześnie obiecuje nagrodę zwycięzcom. Czyli nie chodzi tylko o „kontrolę jakości Kościoła”, ale o realny osąd dokonany przez Chrystusa, która ma konsekwencje. Jednocześnie Ten sam Chrystus, który sądzi, wzywa: Nawróć się! Daje czas, ostrzega, puka do drzwi i obiecuje zwycięstwo.

Listy skierowane są do siedmiu konkretnych wspólnot w Azji Mniejszej, ale ich diagnoza uderza w serce Kościoła w każdej epoce. Kiedy Chrystus zagląda do naszego wnętrza, nie posługuje się ziemskimi miarami sukcesu. Nie liczy krzeseł na sali, liczby wydarzeń, budżetów ani rozpoznawalności. W każdym z listów powraca za to jedno, krótkie zdanie: Znam twoje czyny.

Jezus nie ogranicza się do oceny naszej doktryny czy reputacji. Zna naszą rzeczywistość. Widzi wierność ukrytą przed światem, ale również grzech schowany za religijną fasadą.

W Efezie widzi Kościół chrześcijan pracowitych, wiernych prawdzie, ale stawia im surową diagnozę: Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości (Ap 2,4).

Pergamon i Tiatyra to wspólnoty, które z jednej strony cechuje wiara i służba, ale z drugiej – zgoda na kompromis ze światem, tolerowanie fałszywej nauki, niemoralności i bałwochwalstwa.

Kościół w Sardes ma świetną opinię. Ma „imię, że żyje”, ale w oczach Boga jest wspólnotą duchowo martwą: masz imię, [które mówi], że żyjesz, a jesteś umarły (Ap 3,1b).

W Laodycei z kolei Jezus obnaża brak duchowej samoświadomości. Kościół ten z dumą twierdzi: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba” (Ap 3,17a). Jezus odpowiada wprost: jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi (Ap 3,17b).

Najlepiej ten paradoks widać w kontraście między Laodyceą a Smyrną i Filadelfią. Te dwa ostatnie to Kościoły małe, pozbawione wpływów, mierzące się z biedą i prześladowaniami. Świat ich nie zauważa, ale Jezus mówi do Smyrny: Znam twój ucisk i ubóstwo – ale ty jesteś bogaty (Ap 2,9a).

Kościół może więc wyglądać jak przegrany w oczach świata, a być zwycięzcą w oczach Chrystusa. I odwrotnie – może wydawać się, że odniósł wielki sukces, a w rzeczywistości być duchowo ubogi i martwy. To jeden z najbardziej otrzeźwiających przekazów tych Jezusowych listów: nie chodzi o to, jak widzą nas ludzie. Ważne jest to, jak widzi nas sam Chrystus.

Ważne jest jeszcze podkreślić, że wzywając do zmiany Jezus równocześnie zapowiada co zrobi z Kościołem, który nie odpowie na Jego wezwanie. Kościołowi w Efezie grozi usunięcie świecznika (Ap 2,5)[ii]. Kościołowi w Pergamonie – sąd mieczem ust Jezusa (Ap 2,16). Kościołowi w Tiatyrze – sąd nad tymi, którzy nie pokutują (Ap 2,22–23). Kościołowi w Sardes – przyjście jak złodziej (Ap 3,3)[iii]. Kościołowi w Laodycei – Jezus mówi: chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3,16)[iv]. To więc nie tylko ocena, ale też realne konsekwencje w wypadku braku nawrócenia.

Dlaczego Bóg zaczyna ten bolesny proces od nas, a nie od zepsutego świata? Wydaje się, że można wymienić trzy konkretne powody.

Proces oczyszczenia: Sąd nad Kościołem to nie potępienie, lecz przede wszystkim proces uświęcenia. Bóg chce oczyścić swoją Oblubienicę. Jak pisał Paweł: „Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5,25-27).

Nasza przyszła rola: Chrystus przygotowuje nas do konkretnego zadania. „Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata?” (1 Kor 6,2). Kościół będzie miał udział w przyszłych wydarzeniach, osądzając świat wspólnie z Chrystusem: I ujrzałem trony – a na nich zasiedli [sędziowie], i dano im władzę sądzenia (Ap 20,4).

Nasze dzisiejsze powołanie: Już dziś Kościół otrzymał od Chrystusa odpowiedzialność za głoszenie Bożego przebaczenia i sądu: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,22-23)[v]. Oczywiście chodzi tutaj o zwiastowanie Ewangelii – dla tych, którzy ją przyjmują ogłaszamy odpuszczenie grzechów. Zastanówmy się – jakie mamy moralne prawo, by wzywać pogubiony świat do nawrócenia, jeśli sami żyjemy w kompromisie, letniości i duchowej pysze? Jeśli trwamy w grzechu? Bez stanięcia w prawdzie przed Bogiem, nasze głoszenie sprawiedliwości Chrystusowej będzie tylko hipokryzją.

Czytając drugi i trzeci rozdział Apokalipsy, dostrzegamy coś niezwykłego: Jezus nie tylko ocenia swoją Oblubienicę, ale przygotowuje ją na spotkanie z Nim samym. Każdy z siedmiu Kościołów słyszy wezwanie do zwycięstwa, porzucenia letniości i powrotu do wierności.

Później, w 19. rozdziale, słyszymy: nadeszły Gody Baranka, a Jego Małżonka się przystroiła (Ap19,7b). Następnie czytamy, że dano jej oblec bisior lśniący i czysty» – bisior bowiem oznacza czyny sprawiedliwe świętych (Ap 19,8). Występuje tu piękne napięcie: Małżonka się przystroiła, ale szatę dano jej w darze. Jej życie jest jej odpowiedzialnością, ale sprawiedliwość to dar. Dobre czyny nie są walutą, za którą kupuje sobie miejsce przy Baranku, lecz owocem tego, że do Niego należy.

Dlatego można powiedzieć, że Jezus przez całe Ap 2–3 przystraja swoją Oblubienicę. Uczy ją miłości, wierności, czystości, świętości, wytrwałości i zwycięstwa. Zdejmuje z niej to, co jest kompromisem ze światem, obłudą, letniością i duchową martwotą, a prowadzi ją ku białej szacie. W końcu jej życie ma stać się widzialnym świadectwem tego, do kogo należy. Oblubienica nie staje się Chrystusem, ale zaczyna przypominać swojego Oblubieńca. To, kim jest Baranek, staje się widoczne w tym, jak żyje Jego lud. Dlatego Ap 2–3 można czytać jako sąd, ale także jako przygotowanie: Jezus pokazuje Kościołowi, kim naprawdę jest, wzywa go do pokuty i zwycięstwa, a następnie prowadzi go ku dniu, w którym będzie mógł powiedzieć: Jego Małżonka się przystroiła.

Układ Księgi Objawienia pozwala dostrzec teologiczną wymowę tej kolejności: najpierw Chrystus zwraca się do swoich Kościołów, a dopiero potem Jan widzi wydarzenia związane z sądem nad światem. Chrystus wzywa swój Kościół do oczyszczenia i zwycięstwa. Nie wszyscy jednak odpowiadają na to wezwanie. Apokalipsa pokazuje zarówno wspólnoty wymagające nawrócenia, jak i tych, którzy mają wytrwać w wierności aż do końca. Sąd Chrystusa nie polega jednak na tym, że zawsze znajduje w Kościele coś, co należy potępić. On widzi również dobre czyny, wierność i wytrwałość. Pochwala to, co prawdziwe, i nie zapomina o tych, którzy pozostają Mu wierni mimo ucisku. Dlatego Jego ocena jest sprawiedliwa.

Księga Objawienia nie została nam dana po to, by straszyć nas kosmicznymi katastrofami. Ona ma nas obudzić. Ma wytrącić nas z samozadowolenia, obnażyć religijne iluzje i przywrócić pierwszą miłość. Zanim zaczniemy zadawać pytania: „Co stanie się ze światem?”, musimy odpowiedzieć na to najważniejsze, które Chrystus zadaje dziś swojemu Kościołowi: „Jak wygląda twoje serce?” i „Czy jesteś Mi wierny?”.

Pastor Robert Boryczka


[i] (…) miał siedem gwiazd – jak wyjaśnia werset 20, są aniołami – czyli posłańcami, przywódcami lub pastorami tychże siedmiu zborów, co pokazuje, że Chrystus trzyma ich w swojej suwerennej dłoni.

[ii] Usunięcie świecznika to jedna z najpoważniejszych gróźb w Nowym Testamencie. Ponieważ świecznik symbolizuje Kościół mający świecić w ciemności, jego usunięcie może oznaczać odebranie statusu prawdziwego Kościoła Chrystusowego i zgaszenie jego chrześcijańskiego świadectwa. Zostaje ewentualnie tylko pusta, martwa instytucja.

[iii] Ostrzeżenie Jezusa, że przyjdzie „jak złodziej”, musiało szczególnie mocno przemawiać do Kościoła w Sardes. Ich miasto uchodziło za niemal niezdobyte dzięki położeniu na stromym wzgórzu. A jednak właśnie nadmierna pewność siebie okazała się zgubna. W 546 r. p.n.e. Persowie zdobyli akropol od strony, której obrońcy w ogóle nie strzegli, uznając ją za niedostępną. Podobnie ponad trzy stulecia później Antioch III wykorzystał zaniedbanie straży w tym samym rejonie. Historia Sardes była więc historią miasta, które przekonało się, że to, co wydaje się niemożliwe, może stać się rzeczywistością, gdy zabraknie czujności.

[iv] Słowa o „letniości” i wyrzuceniu z ust odwołują się prawdopodobnie do starożytnych kulturowych zwyczajów spożywania napojów. Gorący napój miał właściwości rozgrzewające i lecznicze, a zimny dawał orzeźwienie – oba były pożyteczne. Napój letni nie spełniał żadnej z tych funkcji, był mdły i wywoływał mdłości. Jezus nie zarzuca więc Kościołowi braku emocjonalnej ekscytacji, lecz duchową bezużyteczność: brak przynoszenia orzeźwiającej ulgi i niezdolność leczenia otaczającego świata. Inna możliwość – zobacz artykuł: „Kościół w Laodycei – pułapka samowystarczalności”.

[v] Wersety te nie nadają wybranej grupie ludzi jakiejś sakramentalnej władzy odpuszczania grzechów. Mówią one o autorytecie powierzonym całemu Kościołowi, by autorytatywnie zwiastować warunki Ewangelii – ogłaszać Boże przebaczenie tym, którzy zwracają się ku Chrystusowi i wierzą, oraz ostrzegać o braku przebaczenia tych, którzy Ewangelię odrzucają.

Scroll to top