Była około 22:00. Spędzaliśmy rodzinne wakacje, a dzieci miały za sobą cały dzień atrakcji. Biegaliśmy z nimi, bawiliśmy się, organizowaliśmy różne aktywności. Można powiedzieć, że zapewniliśmy im prawdziwy pakiet all inclusive! Zbliżał się czas spania, ale one nadal chciały skakać na trampolinie. Poprosiliśmy więc, żeby zamiast kolejnych pięćdziesięciu skoków zrobiły już tylko dwadzieścia pięć i powoli kończyły zabawę.
I wiecie, co usłyszeliśmy? Że to najgorszy dzień w ich życiu! Że nigdy nie były tak smutne i że zawsze zabraniamy im się bawić! Przyznam, że trudno było się nie uśmiechnąć. Cały dzień wspólnego czasu i spełniania dziecięcych pragnień został w jednej chwili przesłonięty przez dwadzieścia pięć skoków mniej.
W przypadku dzieci jesteśmy bardziej wyrozumiali. Rozumiemy, że dopiero uczą się radzić sobie z rozczarowaniem, panować nad emocjami i właściwie opisywać to, co przeżywają. Ale czy my, dorośli, naprawdę aż tak bardzo się od nich różnimy?
Ostatnio podczas rozmowy z moją siedmioletnią córką poruszyliśmy właśnie temat dwóch bardzo mocnych słów: „nigdy” i „zawsze”. Próbowałem zwrócić jej uwagę na to, jak łatwo możemy nimi kogoś zranić, niesprawiedliwie ocenić, a nawet odebrać mu nadzieję na zmianę. Jednak im dłużej o tym myślę, tym wyraźniej widzę, że zdecydowanie nie jest to temat tylko dla dzieci.
Jedno rozczarowanie, dziesięć lat dobra
Pomyślcie o człowieku, który przez dziesięć lat był dla Was wsparciem. Pomagał, odbierał telefony, poświęcał czas. Był obecny wtedy, gdy tego potrzebowaliście. Aż pewnego dnia nie mógł pomóc. Może był zmęczony, może sam przeżywał trudny czas, a może po prostu miał inne obowiązki. I nagle słyszy: „Na ciebie nigdy nie można liczyć!”. Naprawdę nigdy? A co z tymi wszystkimi rozmowami, poświęconym czasem i pomocą, którą wcześniej okazywał?
Jak łatwo zapominamy o dobru, kiedy coś nie układa się po naszej myśli. Jedno rozczarowanie potrafi przesłonić nam lata czyjejś obecności. Podobnie dzieje się w innych sytuacjach. Zamiast powiedzieć: „Przykro mi, że dzisiaj mnie nie wysłuchałeś”, mówimy: „Ty nigdy mnie nie słuchasz!”. Zamiast wskazać konkretne zachowanie, stwierdzamy: „Ty zawsze taki jesteś!”. Jedna sytuacja staje się podstawą do wydania wyroku na temat całego człowieka.
Właśnie tutaj widzę pewien problem. Słowa „nigdy” i „zawsze” są bardzo mocne. Nie pozostawiają miejsca na wyjątki, a przecież tak często wypowiadamy je pod wpływem chwili, zmęczenia, złości, rozczarowania albo poczucia krzywdy. Nasze emocje zaczynają opisywać rzeczywistość, która niekoniecznie tak wygląda.
Oczywiście nie każde użycie tych słów jest niewłaściwe. Czasami opisują one rzeczywiste fakty. Są również zachowania, które powtarzają się przez lata i trzeba je uczciwie nazwać, a nawet postawić odpowiednie granice. Jednak czym innym jest wskazanie konkretnego zachowania, a czym innym definiowanie całego człowieka, szczególnie jego przyszłości.
Pamiętam, jak sam w swoim życiu słyszałem, że już nigdy się nie zmienię. Że ze mnie nic nie będzie. Że zawsze będę taki czy inny. Rzeczywiście, takie słowa potrafią pozostać w człowieku na wiele lat. Wpływają na to, jak patrzy na siebie, jak ocenia swoją wartość i czy w ogóle widzi jeszcze możliwość zmiany.
Zastanawiam się jednak, ile trzeba wiedzieć o drugim człowieku, żeby powiedzieć mu: „Z ciebie już nigdy nic nie będzie”? Czy znamy całą jego historię? Wiemy, z czym się zmaga, co przeżywa, jakie decyzje podejmuje? Czy dostrzegamy przemianę, która być może już dokonuje się w jego sercu? A przede wszystkim, czy znamy jego przyszłość?
Być może sami doświadczyliśmy wielu rozczarowań i trudno nam uwierzyć, że coś może się zmienić. Być może osiągnęliśmy pewien sukces i z tej perspektywy oceniamy ludzi, którzy znajdują się na zupełnie innym etapie życia. A może po prostu nie nauczyliśmy się jeszcze ważyć słów wypowiadanych pod wpływem emocji. Bez względu na przyczynę, żadna z tych rzeczy nie daje nam pełnej wiedzy o drugim człowieku.
Człowiek nie jest jedną sytuacją, jednym niepowodzeniem ani jedną błędną decyzją.
Nie oznacza to oczywiście, że nie ponosimy odpowiedzialności za swoje postępowanie. Wręcz przeciwnie! Każdy z nas musi mierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów. Ale czym innym jest wskazanie błędu i wezwanie do odpowiedzialności, a czym innym przekreślenie czyjejś przyszłości.
Człowiek, który powiedział „nigdy”
Przypomina mi się tutaj historia apostoła Piotra, jednego z najbliższych uczniów Jezusa Chrystusa. Kiedy Jezus zapowiedział, że Jego uczniowie zwątpią w Niego, Piotr odpowiedział:
„Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię” (Mt 26,33).
Zwróćcie uwagę na to słowo: nigdy! Piotr był absolutnie przekonany o własnej wierności. Co więcej, zapewniał Jezusa, że nawet gdyby przyszło mu razem z Nim umrzeć, nie zaprze się Go. A jednak zaledwie kilka godzin później trzykrotnie zaparł się swojego Mistrza.
I teraz zastanówmy się przez chwilę. Czy ten upadek ostatecznie zdefiniował Piotra? Czy Jezus przekreślił jego przyszłość? Nie! W 21 rozdziale Ewangelii Jana czytamy o niezwykłym spotkaniu zmartwychwstałego Jezusa z Piotrem. Jezus trzykrotnie pyta go o miłość, a następnie powierza mu odpowiedzialność za swoje owce. Wiedział o jego niewierności, lęku i zaparciu się, ale wiedział również to, czego Piotr jeszcze nie mógł wiedzieć. Znał jego przyszłość!
Pomyślcie, Jezus nie zbagatelizował jego upadku, ale też nie sprowadził całej jego historii do tego jednego wydarzenia. Ten sam Piotr, który zaparł się Jezusa, później odważnie głosił Ewangelię i służył Kościołowi.
Jak wielką nadzieję daje nam ta historia! Nie dlatego, że nasze błędy nie mają znaczenia, ale dlatego, że nasza przeszłość nie musi być ostatecznym wyrokiem na naszą przyszłość.
Jest Ktoś, kto naprawdę pozostaje wierny
I właśnie tutaj chciałbym skierować nasze myśli ku Bogu. My nie znamy całej historii drugiego człowieka ani jego przyszłości. Nie znamy nawet do końca samych siebie, swoich możliwości i słabości. Piotr również nie wiedział, do czego okaże się zdolny w chwili próby. Ale Bóg wiedział.
W przeciwieństwie do nas Bóg jest niezmienny. Nie jest niestały, nie wydaje pochopnych sądów ani nie wypowiada słów, których później musiałby żałować. Nie budzi się jednego dnia bardziej dobry, a drugiego mniej. Nie bywa raz wierny, a innym razem niewierny. Nie ma w Nim sprzeczności między tym, kim jest, co mówi i jak postępuje. On po prostu taki jest!
Jakub napisał, że u Boga nie ma zmienności ani cienia odmiany (Jk 1,17). My dzisiaj jesteśmy cierpliwi, a jutro tracimy cierpliwość. Dzisiaj dotrzymujemy słowa, a jutro zawodzimy. Potrafimy okazywać miłość, a chwilę później mieć trudność z okazaniem choćby odrobiny życzliwości. Ale Bóg nie jest taki. On zawsze pozostaje wierny swojemu charakterowi.
Nigdy nie kłamie (Tt 1,2). Nigdy nie postępuje niesprawiedliwie (Pwt 32,4). Nie zawodzi w wypełnianiu swoich obietnic (Lb 23,19). Zawsze pozostaje wierny temu, kim jest (2 Tm 2,13). Jest dobry i sprawiedliwy we wszystkich swoich drogach (Ps 145,9.17). A Jezus Chrystus, posyłając uczniów z Wielkim Nakazem Misyjnym, zapewnił ich: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Jak dobrze wiedzieć, że pośród naszej ludzkiej niestałości możemy oprzeć się na Kimś, kto się nie zmienia! Ludzie potrafią powiedzieć nam: „Nigdy się nie zmienisz”, ale Bóg jest Tym, który naprawdę potrafi przemieniać ludzkie serca. Ktoś może powiedzieć: „Nigdy nic z ciebie nie będzie”, ale przecież nie wie, co jeszcze może wydarzyć się w naszym życiu. Czyjaś stanowcza opinia nie daje mu wiedzy o naszej przyszłości.
Bóg natomiast zna całą prawdę o nas. Zna nasze myśli, motywacje, słabości, zmagania i grzechy. Widzi również to, czego inni nie dostrzegają. I co niezwykłe, właśnie do takich ludzi, słabych, grzesznych i zawodnych, skierował Ewangelię o Jezusie Chrystusie.
Bóg nie tylko zna naszą historię. On może ją również przemieniać!
Nie musimy udawać, że nie popełniliśmy błędów. Nie musimy zaprzeczać temu, że wielokrotnie zawiedliśmy innych ludzi, a przede wszystkim zgrzeszyliśmy przeciwko Bogu. Możemy stanąć przed Nim z całą prawdą o sobie. Bo Ewangelia nie polega na tym, że człowiek nigdy nie upada, ale na tym, że Jezus Chrystus przyszedł zbawić grzeszników i otworzyć przed nimi drogę nowego życia.
I właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy uczyć się patrzeć na siebie w świetle tego, co Bóg objawił w swoim Słowie, zamiast przyjmować ludzkie wyroki jako ostateczną prawdę o naszym życiu. Nie oznacza to, że wszystko, co inni mówią na nasz temat, jest nieprawdą. Czasami potrzebujemy napomnienia, korekty i konfrontacji z własnym postępowaniem. Czasami słowa innych ludzi są bolesne właśnie dlatego, że odsłaniają prawdę, przed którą uciekamy.
Ale czym innym jest wskazanie człowiekowi jego błędu, a czym innym przekreślenie całego jego życia. Bóg potrafi wskazać grzech i wezwać do opamiętania, a jednocześnie otworzyć przed człowiekiem drogę przebaczenia i przemiany przez Jezusa Chrystusa.
Czy to nie jest niezwykłe?
Na koniec chciałbym zachęcić nas wszystkich, również samego siebie, żebyśmy częściej zatrzymywali się przed wypowiedzeniem tych dwóch słów: „nigdy” i „zawsze”. Czy to, co zamierzam powiedzieć, rzeczywiście jest prawdą? Czy pamiętam również o dobru, którego doświadczyłem od tego człowieka? Czy mówię, co mnie zabolało, czy wydaję wyrok na całego człowieka?
Może zamiast: „Ty nigdy się nie zmienisz”, warto powiedzieć: „Widzę, że wciąż się z tym zmagasz, ale wierzę, że zmiana jest możliwa”. Może zamiast: „Na ciebie nigdy nie można liczyć”, lepiej powiedzieć: „Bardzo potrzebowałem dzisiaj twojej pomocy i było mi przykro, że nie mogłeś mi jej udzielić”. To niby niewielka różnica, ale jak ogromne może mieć znaczenie! Jedne słowa zamykają człowieka w jego przeszłości, inne pozostawiają przestrzeń na rozmowę, odpowiedzialność i przemianę.
A może warto wrócić do jednej rozmowy, która już się odbyła? Przyznać się, że kogoś niesprawiedliwie oceniliśmy, i zwyczajnie powiedzieć: „Przepraszam”.
Jeżeli natomiast to Ty nosisz w sobie czyjeś „nigdy się nie zmienisz”, nie przyjmuj tych słów jako ostatecznego wyroku. Być może rzeczywiście popełniłeś wiele błędów. Być może niektóre z nich wciąż przynoszą bolesne konsekwencje. Nie chcę ich bagatelizować. Ale chciałbym zachęcić Cię, abyś nie zatrzymywał się na tym, co powiedzieli o Tobie ludzie. Zwróć się do Boga, który zna Cię całkowicie i który w Jezusie Chrystusie otwiera drogę do przebaczenia, pojednania i nowego życia.
Zastanawiam się, jak często używamy słowa „nigdy” wobec innych ludzi, a jak rzadko pamiętamy o tym, co Bóg obiecał nam na zawsze?
Bądźmy więc ostrożni w używaniu słów „nigdy” i „zawsze” wobec innych ludzi, ale uczmy się z coraz większą ufnością opierać na tym, co Bóg mówi o sobie. Bo choć ludzie bywają zmienni, On pozostaje wierny. Choć ludzie zawodzą, On nie zawodzi. Choć ludzie nie znają całej naszej historii, On zna ją doskonale. I choć nie wiemy, co przyniesie jutro, możemy zaufać Temu, którego charakter nie zmieni się nigdy.
Jemu niech będzie chwała!